Posts Tagged ‘zdrowie i uroda’

“Tajemnice zdrowia” cz. 4

“Tajemnice zdrowia” cz. 4

SUPLEMENTACJA DIETY

Dlaczego tak ważna jest suplementacja diety? Mówiliśmy o zasadach żywieniowych. Teraz druga część – suplementacja diety. Załóżmy, że mamy już zdrową dietę i nasze przyzwyczajenia żywieniowe są w porządku. Rodzi się pytanie – co musimy dostarczyć, żeby nasz organizm się odtwarzał i był zdrowy? Wody, energii (cukry, tłuszcze i budulec) regulatory – witaminy, minerały, składniki z żywych roślin (flawonoidy i bioflawonoidy). Katechiny i polifenole są w herbacie zielonej dlatego jest tak zalecana. Kwasy organiczne, enzymy, koenzymy – to wszystko jest niezbędne dla nas. Dla mięśnia sercowego na przykład bardzo ważny jest koenzym Q10 silny antyoksydant, który chroni serce. Ale czasami jak go nie ma w pokarmie to organizm go sam nie stworzy. Musimy go dostarczyć.

Gdy przyjdzie zima wiele osób umrze z przechłodzenia. Prawie nikt nie umrze z głodu, bo nie brakuje wody, energii i budulca. Ale będzie powolna śmierć z głodu spowodowana różnymi chorobami takimi jak cukrzyca, zawał serca, nowotwory, bo to są wszystko choroby dietozależne. Jedną z przyczyn tego, że one są dietozależne oprócz złego odżywiania są konkretnie braki regulatorów – witamin, minerałów, flawonoidów, błonników. Większość ludzi ma te niedobory. Można by spytać dlaczego tak jest? Skoro Bóg stworzył świat tak, że są rośliny i zwierzęta i my je mamy jako pokarm. Gdy kiedyś spojrzałem na suplementy, witaminy zastanawiałem się po co mi to? Przecież my mamy jeść normalne jedzenie a nie kapsułki i tabletki.

Ale wiecie Państwo – ten świat nie został stworzonym takim jakim jest teraz. Dlaczego mamy te braki? Ludzie zaczęli do gleby sypać dużo azotu, fosforu i potasu po to, żeby uzyskać większe biomasy roślinne. Rolnikom się płaci właśnie za biomasę. Jeśli roślina rośnie po tym w dziesięciokrotnie większą biomasę to musi wyciągać z gleby również dziesięć razy tyle. Tylko że nikt nie uzupełnia w glebie magnezu, cynku, manganu, selenu a uzupełnia się tylko to od czego zależy biomasa bo nie płaci się za skład chemiczny roślin. Dlatego nawożenie jednokierunkowe zubaża glebę we wszystkie pozostałe pierwiastki i nie ma ich w glebie tyle co być powinno. Skoro jest duży deficyt w glebie to tym samym jest duży deficyt w roślinach a potem w tkankach zwierzęcych bo one się żywią roślinami. Więc widzimy, że teraz kura domowa dziś ma całkiem inny skład niż kura domowa u babci czy prababci kiedyś.

Czas. Jeśli już mamy produkt roślinny ważny jest czas jaki mija od momentu zebrania rośliny z pola do momentu gdy znajdzie się ona na talerzu. Obecnie ten czas się coraz bardziej wydłuża. Technologia jest coraz bardziej skomplikowana i coraz bardziej wyrafinowane są metody konserwujące. Kup w supermarkecie jaskrawociemnozielonego brokuła i połóż go w domu na dwa dni. Zakwitnie i zrobi się szary. A w markecie będzie leżał i leżał i będzie ciągle ładny. Jak oni to robią? Mają swoje sposoby. Żywność przeszła ewolucję – świat została stworzony tak, żeby przyroda produkowała żywność. Potem człowiek tak ten świat przekształcił, że już nie przyroda a rolnik tworzył żywność a obecnie rolnika coraz częściej wyręcza przemysł.

Zmiana trybu życia. Widzimy już, że w pokarmie mamy mało minerałów. Długość czasu upływającego od produkcji do spożycia sprawia, że pokarm jest jałowy również w witaminy. Trzecia rzecz, która ma miejsce to fakt, że w ciągu ostatnich 300 lat człowiek przestał intensywnie fizycznie pracować. Zaczął intensywnie pracować umysłowo, stresować się i klepać palcami po różnych klawiaturach i maszynach. Ewentualnie trzyma pióro i wypełnia różne kwestionariusze, pisma i wnioski. Czasami niektórzy muszą pisać tyle sprawozdań, że nie mają czasu na zrobienie czegokolwiek nowego bo cały czas piszą sprawozdania. Strasznie się tym denerwują, wytwarza się błędne koło. Efekt – brak pracy fizycznej, bardzo małe wydatkowanie energii i bardzo duże zapotrzebowanie na regulatory. Stres, przejmowanie się, niepokojenie się, niepewność dnia jutrzejszego powoduje, że coraz więcej potrzebujemy regulatorów a coraz mniej idzie energii.

Pokarm zaczął ewoluować niestety w absolutnie odwrotnym kierunku – ma coraz więcej energii a coraz mnie regulatorów. Zwłaszcza pokarm nastolatków i dzieci. Popyt idzie w innym kierunku niż podaż. To jest całkiem niezdrowe dla naszego organizmu. Dlatego mamy poważny problem – jeśli ktoś pyta czy mógłby tak sobie skompilować żywienie, żeby dostarczyć wszystkie witaminy i minerały odpowiedź jest prosta – jest to możliwe, ale dostarczyłbyś organizmowi około 6000-7000 kcal w ciągu dnia. Jeśli skreśli się połowę z tego i dostarczy połowę z tego, tak żeby była odpowiednia ilość kalorii to tym samym okradnie się organizm z witamin i minerałów. Czyli jest problem – między zapotrzebowaniem na energii a zapotrzebowaniem na regulatory jest różnica. Dlatego właśnie powstało zapotrzebowanie na dodatki żywieniowe, witaminy, składniki mineralne, bioflawonoidy i inne. Są one stosowane coraz częściej na świecie wśród ludzi, którzy chcą dłużej pożyć i cieszyć się życiem tym bardziej, że niektórzy nie są na tyle silni by pozbyć się swoich niektórych niezdrowych nawyków. Suplementacja też częściowo to rekompensuje. Wprawdzie nie w stu procentach, ale na pewno niweluje częściowo uboczne skutki naszych złych działań. Na przykład palacz palący 20 papierosów dzienne zażywający dziennie dużą dawkę witaminy C to te 20 papierosów działa jak 2 sztuki u osoby nie zażywającej tej witaminy. Jest to jakaś rekompensacja.

Część 5 już wkrótce :)



Fill The Following Entry And Submit To us.
Name:
Email:

 

“Tajemnice zdrowia” część 2

Dzisiaj obiecana, druga część wykładu dr Andrzeja Demetraki-Paleologa pt “Tajemnice zdrowia”

Druga rzecz – NIE ŁĄCZ WĘGLOWODANÓW Z BIAŁKIEM. Ale jak to – ziemniaki bez schabowego? Jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić, to pacjentom mówię tak: jak pojedziesz do mamy czy teściowej na obiad i podany zostaje schabowy z ziemniakami i surówką zrób tak Zjedz ziemniaki, opowiedz dowcip przy stole i za moment po prostu zjedz mięso. Najpierw wystarczy zjeść to, co szybko się trawi, czyli węglowodany a potem białko. Jeśli będziesz postępował tak przez miesiąc, dwa, trzy, cztery to organizm sam odrzuci inne postępowanie.

Jeśli ktoś nie chce tych zasad pamiętać wszystkich i sobie głowy obciążać to istnieje jedna generalna zasada JAK NAJMNIEJ MIKSUJ. Kiedyś jak człowiek szedł i znalazł jagody to jadł jagody. Jak upolował zająca to jadł zająca. I to jest najlepszy sposób odżywiania. Mimo że często dietetycy i pisma kobiece doradzają nam, żeby jeść rzeczy które wyglądają apetycznie bo są kolorowe, wszystkiego po trochu bo to bardziej pobudza kubki smakowe, zwiększa wydzielanie enzymów i wtedy lepiej się trawi. Nie jest to niestety prawda. Zalecana jest jak największa różnorodność w przyprawach ziołowych a jak najmniejsze zróżnicowanie w składnikach zasadniczych. To jest bardzo ważna zasada.

Nie łącz owoców szybko fermentujących z niczym. Jedz je same. Jeśli jesz ananasa to samego. Za jakiś czas coś innego. Tych owoców nie należy łączyć z niczym a już na pewno absolutnie nie z mlekiem!!! Już samo połączenie truskawek z ananasami nie jest lekkie dla przewodu pokarmowego a co dopiero z mlekiem. Wiem, że trudno się z tym pogodzić bo to są bardzo smaczne rzeczy, ale jeśli chcemy długo żyć i dobrze się mieć to nie można takich rzeczy robić. Niektórym przyzwyczajenie się do tych zasad zajmuje nawet półtora roku, ale potem to jest już sama radość.

Surowe warzywa powinny stanowić ¼ spożywanych warzyw a warzywa jako takie w ogóle powinny stanowić zasadniczą część posiłku. Dlaczego surowe? Nasz przewód pokarmowy przez lata się kształtował. W żołądku trawią się tylko białka i to i tak tylko częściowo. Trzustka trawi bardzo dużą część pokarmów, ale u ludzi nie jest ona bardzo mocno rozwinięta bo gatunek ludzki niegdyś żywił się głównie pokarmem surowym. A w komórkach pokarmu surowego są wakuole zawierające enzymy trawienne. Więc przewód pokarmowy był przygotowany na to, że dostanie porcję pokarmu już z częścią enzymów trawiennych. Wtedy wystarczyło dodać tylko trochę swoich enzymów i pokarm był łatwo trawiony. Silne podgrzewanie, gotowanie i tym podobne działania zabijają enzymy trawienne obecne w surowym pokarmie. Wtedy nie będą one działać. Ale ludzie notorycznie gotują co się da. Wtedy trzustka jest bardzo obciążona i musi pracować podwójnie. Dlatego potem przy badaniu pacjenta okazuje się, że trzustka jest powiększona a poziom sodu i potasu jest bardzo wysoki co świadczy o stałym stanie zapalnym w organizmie. Te zapalenia to najprawdopodobniej właśnie walka systemu immunologicznego, który musi trawić zamiast przewodu pokarmowego, który sobie z tym po prostu nie poradził. Nieraz sytuacja jest tak poważna, że pacjent po zjedzeniu każdego surowego posiłku ma zgagę. Wtedy należy działać powoli i zacząć od spożywania pokarmów blanszowanych, sparzonych warzywach ale nie gotowanych. Potem powoli wprowadzać surowe.

Nie wymagam abyśmy spożywali mięso surowe. Wiecie Państwo, że jak się powiesi zająca to on kruszeje. Dlaczego? Bo właśnie w tych wakuolach enzymy nadtrawiają częściowo mięso. To jest samotrawienie pokarmów.

Bardzo dużo enzymów trawiennych mają owoce kiwi i ananasy. Często Biomol zaleca ludziom przy suplementacji enzymy trawienne. To jest niezwykle ważne, żeby odciążyć jelito, bo skoro jelito jest przyczyną choroby to trzeba je odciążyć właśnie poprzez podanie enzymów trawiennych. Bo nie wierzę, że nagle ktoś zacznie tyle surowych rzeczy jeść, zwłaszcza zimą. Efekty podawania tych enzymów są wspaniałe.

Część trzecia już wkrótce!



Fill The Following Entry And Submit To us.
Name:
Email:

 

Prawie jak czekolada.

“Prawie jak czekolada”

Do dzisiejszego wpisu zainspirowało mnie niedawne wydarzenie. Otóż wysłałam męża do pobliskiego sklepu po śmietanę. Godzina była już dość późna i bałam się, że będzie już zamknięte, ale po chwili wrócił i z triumfalną miną oświadczył “Zdążyłem” i położył zakup na stole. Rzuciłam okiem na opakowanie i “zaczęło się”

Ja – “Przecież prosiłam, żebyś kupił kwaśną śmietanę 12% a nie kremówkę” Kremówka ma 30 lub 36% i jest słodka, do deserów itp.” – Już miałam ochotę po raz kolejny uświadamiać biedakowi, że jednak jest między nimi różnica…

On – “Ale ja mówiłem, że chcę 12% Taką sprzedawczyni podała więc nie patrzyłem”

Spojrzeliśmy uważniej na opakowanie i co się okazało? Że żadne z nas nie miało racji. Bo produkt, który podała Pani w sklepie tylko wyglądał jak śmietana. W rzeczywistości na opakowaniu widniał napis “Kremowa śmietankowa”. I malutkimi literami pod spodem “Ukwaszona emulsja tłuszczowa” firmy JAGR. Ręce mi opadły. Emulsja kojarzy mi się bardziej z farbą niż jedzeniem. Ale przyznać należy, że projektanci bardzo postarali się, żeby produkt ten przypominał opakowanie śmietany. Tylko zawartość…. po prostu podróba jedzenia.

Przy następnej okazji zakupów w owym sklepie też poprosiłam o śmietanę i mając w pamięci emulsję od razu spojrzałam na to, co mi Pani podaje.

JA: Ale ja prosiłam o śmietanę. – Pani zdziwiona spojrzała na mnie jak na osobę lekko niezrównoważoną.

EKSPEDIENTKA: No przecież Pani dałam.

JA: Nie, ja tego nie chcę. Ja prosiłam o ŚMIETANĘ.

EKSPEDIENTKA: A co to jest? – pani była niemal gotowa wcisnąć mi opakowanie między oczy

JA:  To nie jest śmietana.

EKSPEDIENTKA: A co????? – wyraźnie widziałam, że Pani najchętniej wyrzuciłaby mnie ze sklepu.

JA: Tu jest napisane, że to jest “Kremowa śmietankowa. Ukwaszona emulsja tłuszczowa”

EKSPEDIENTKA: Mi nie robi różnicy. – odpowiedziała z furią ekspedientka.

JA: Ale mnie tak. więc poproszę o śmietanę.

EKSPEDIENTKA: Nie ma. Kupujemy to, bo jest najtańsze. Droższe nie schodzą i potem my musimy to brać do domu, bo zbliża się koniec terminu ważności.

Nie muszę dodawać, że Pani ze sklepu nie kocha mnie teraz szczególnie mocno… I nie musi się martwić, że będzie jadła śmietanę, która niedługo straci termin ważności. Spożywa emulsję, która może stać w lodówce jeszcze dłuuuuuuugo.

Z dzieciństwa pamiętam wyroby czekoladopodobne. Paskudztwo po prostu. Ale był kryzys i na półkach było pusto, więc się kupowało co było. A teraz? Teraz półki uginają się od towarów i wyroby “jedzeniopodobne” królują.  Dlaczego tak się dzieje? Otóż niestety od jakości ważniejsza stała się cena. Coś zawsze dzieje się kosztem czegoś i nie da się zrobić tak, że obniżymy mocno cenę a produkt pozostanie bez zmian. Stąd mamy właśnie kremową emulsję tłuszczową w miejsce tradycyjnej śmietany, “Złoty Edam” w miejsce sera edamskiego (to są wyroby seropodobne), i “Stołowe Śmietankowe” a że brakuje wyrazu “masło”? Nie każdy zauważy i o to pewnie chodzi. Człowiek cieszy się, że kupił tanio a potem okazuje się, że to wcale nie masło tylko mix tłuszczowy.

Tyle, że niestety potem mamy smutne tego konsekwencje. Bo niższa cena = niższa jakość a w przypadku kiepskiej jakości jedzenia skutki są potem odczuwalne. Programiści mówią “śmieci włożysz, śmieci masz” ale dokładnie tak samo jest z jedzeniem. “Śmieci jesz, ze śmieci będziesz zbudowany”. Gdy budujemy dom i chcemy, żeby służył nam długie lata używamy materiałów najwyższej jakości. To dlaczego oszczędzamy na czymś co jest budulcem naszego organizmu? Z czego on ma brać składniki potrzebne do właściwego funkcjonowania? Ze śmieci?

Wiem, że nie sposób czytać szczegółowo wszystkich etykiet, bo nawet drobne zakupy zajmowałyby ogrom czasu, ale niech zwracanie uwagi na to co wrzucamy do koszyka stanie się po prostu nawykiem ważniejszym niż rzut oka na etykietkę z ceną.

 

“Poproszę coś zimnego, ale ciepłego.”

?Poproszę coś zimnego, ale ciepłego.?

Do tego krótkiego wpisu zainspirowało mnie zdanie wypowiedziane przez jednego z moich bliskich znajomych. Pewnego dnia, gdy nas odwiedził zapytałam czego się napije. A on na to: ?Poproszę coś zimnego, ale ciepłego.? Nie wiem jak wy, ale ja zgłupiałam doszczętnie i nie bardzo wiedziałam, czego on tak naprawdę sobie życzy. Więc poprosiłam o wyjaśnienie. Okazało się, że Markowi, bo to o nim właśnie mowa, chodziło o to, żeby to był coś zimnego, czyli nie kawa lub herbata, tylko jakiś np. sok, ale to ma być ciepłe ? czyli w temperaturze pokojowej a nie z lodówki.

No i wywiązała się mała dyskusja. Co to znaczy “ciepłe”? Przyjęło się ogólnie, że za zimne uważamy coś, co zostało wyjęte z lodówki lub coś ze sporą zawartością lodu. Natomiast coś, co ma temperaturę pokojową uznawane jest już za ciepłe. Czy tak jest naprawdę?

Pomyślmy, ile wynosi temperatura pokojowa? Załóżmy pewien zakres, powiedzmy między 19 a 24 stopnie Celsjusza. No dobrze, w porównaniu z temperaturą panującą w naszej lodówce wydaje się, że nie jest to mało. Ale jaka temperatura jest w naszych żołądkach? 36,6 ?37 stopni, bo w środku troszkę cieplej niż na powierzchni naszego ciała. Mózgiem matematycznym wielkim nie jestem, ale dość łatwo obliczyć, że różnica między temperaturą pokojową a naszym żołądkiem wynosi bagatela około 13-18 stopni! A jaka różnica będzie jeśli zafundujemy sobie napój z lodówki bądź z lodem??

A żeby to mogło być strawione po prostu musi zostać podgrzane przez nasz organizm do wymaganej temperatury panującej w naszym wnętrzu. Dla żołądka jest to nie lada wyzwanie. Dlatego mobilizuje swoje wszystkie siły do ogrzania tego, co tam wlaliśmy i przestaje koncentrować się na najmniej ważnych w tym momencie elementach, czyli naszych dłoniach i stopach. Czyli zabiera z nich całe ciepło. Stąd właśnie tak częsty problem zimnych rąk i nóg.

Tylko po co fundować układowi trawiennemu taki gigantyczny wysiłek? Dużo prościej jest po prostu lekko podgrzać bądź dolać odrobinę ciepłej wody do tego, co chcemy wypić i po sprawie. Albo dodać choćby trochę imbiru. Tak niewiele a tak dużo daje. Może więc warto spróbować?

c.d.n.

 

?Dlaczego zimne ręce nie znikły ani po ślubie ani po porodzie???

?Dlaczego zimne ręce nie znikły ani po ślubie ani po porodzie???

Odkąd pamiętam byłam tak zwanym ?zmarzlakiem?. Zawsze nosiłam niezliczone warstwy ubrań a i tak ręce i nogi swą temperaturą przypominały raczej bryły lodu niż jakikolwiek obiekt ożywiony? Moja mama też cierpiała na taką przypadłość i zawsze mówiła, że jak byłam zupełnie mała to moczyła ręce w ciepłej wodzie zanim mnie dotknęła bo inaczej się po prostu wzdrygałam. Nie zastanawiałam się głębiej skąd się coś takiego bierze, bo od maleńkości słyszałam, że ?to taka uroda?. ?Jak wyjdziesz za mąż to ci przejdzie? albo ?Jak urodzisz dziecko, to się odmieni?. No skoro wszyscy wokół mówili, że nic z tym się nie da zrobić, to jakoś nie wpadłam na pomysł, żeby te opinie zweryfikować?

Drugą dziwną przypadłością były bolące piszczele. Horror nieprzespanych z bólu nocy do dziś kołacze mi się w pamięci. Szczególnie takie sytuacje, gdzie nogi bolały mnie tak bardzo, że nie byłam w stanie na nich normalnie stanąć, żeby pójść do sypialni rodziców i poprosić o pomoc. Wtedy po prostu zsuwałam się z łóżka i ciągnęłam na rękach po podłodze.

Rodzice ciągali mnie od jednego lekarza do drugiego. Ortopedów w naszym mieście odwiedziłam tylu, że po prostu przestałam liczyć? Tym bardziej, że ta teoria wydawała się  dość wiarygodna. Do pewnego momentu?

Lata mijały, skończyłam 5 lat, potem 10, 15, 20, 25? i co? I nic się nie zmieniało!!!! Wygodna teoria przestała być wiarygodna, bo ile można rosnąć??? Tym bardziej, że powiedzmy to sobie szczerze i uczciwie, aż taka żyrafa to ze mnie nie wyrosła. Raptem 168 centymetrów, więc nie jest to jakiś wybryk natury. Już nie kurdupel, ale super długa dzida też nie.

Porzuciłam więc wielogodzinne codzienne rehabilitacje, bo stwierdziłam, że to i tak nic nie dało. Skoro i tak mnie te odnóża bolą, czy chodzę do poradni czy nie, to jak rzucę rehabilitację to chociaż wolnego czasu będę miała więcej.

Gdy spotkałam się po raz pierwszy z tematem Analizy Pierwiastkowej Włosów temat bardzo mnie zainteresował. A już szczególnie wykładowca ? wspomniany w poprzednich wpisach dr Kubat. Już na pierwszym naszym spotkaniu podjął temat i powiedział: ?Wyklucz mleko i jego przetwory ze swojego jadłospisu.? ?O rety!!! Ale jak? Przecież to podstawa mojego żywienia.

Uwielbiam mleko, sery, serki, jogurty, twarożki i generalnie po prostu wszystko co ?białe? Jak to wykluczę to chyba nic nie zostanie.? Ale nie było negocjacji ? albo chcę, żeby przeszło, albo jem moje ukochane ?białe?.

Dowiedziałam się, czegoś co postawiło całą moją dotychczasową wiedzę dotyczącą mleka do góry nogami. Zawsze myślałam, że mleko to samo zdrowie, bo przecież zawiera dużo wapnia, sprawia że nasze kości są mocne itd. I pozwólcie, że tu przytoczę fragment wykładu dr Krzysztofa Krupki ? a raczej jego odpowiedź na pytanie o mleko UHT:

?Według mnie to nie ma ono żadnej wartości. To jest po prostu biały płyn. Mleko krowie jest dobre dla cieląt. Poza tym świeże mleko ma nieprzetworzone ma enzymy, których w mleku UHT absolutnie nie ma. Więc jeśli już mamy je pić to po pierwsze maksymalnie 6-8 godzin po wydojeniu, potem już enzymy przestają działać.

Poza tym mleko zawiera negatywną proporcję wapnia do fosforu. 70% ludzi ma zwiększoną ilość wapnia i efekt retencji wapnia a dodatkowo piją dużo mleka to wapń z ich organizmu jeszcze się dodatkowo wypłukuje. Tylko u 30% ludzi mleko może uzupełniać poziom wapnia. Mleko to nie jest tylko jeden minerał. Teraz króluje takie uproszczenie, że pijąc mleko dostarczymy wapnia. Ale to czy ten wapń trafi tam gdzie powinien zależy od zupełnie innych czynników.

Po drugie mleko zawiera inne związki. Jak byłem w Chinach, na moje pytanie, dlaczego Chińczycy nie piją mleka, profesor odpowiedział mi: ?Bo ten, kto pije mleko, ten ma słabe kolana?. Wtedy nie bardzo rozumiałem, o co mu chodzi. Proszę zapytać ludzi, którzy mają duże zmiany zwyrodnieniowe w kolanach. 90% z nich pije duże ilości mleka.

Można wytłumaczyć to na bazie medycyny chińskiej. Meridian żołądka przebiega przez kolano i punkt źródłowy znajduje się pod kolanem. Okazuje się, że związki purynowe, głównie kazeina, odkładają się właśnie głównie w kolanach.?

I stąd brały się właśnie moje problemy z nogami? Wystarczyło zdecydowanie ograniczyć ilość nabiału i problem minął jak ręką odjął. Czy było łatwo? Nie, bo przecież lata przyzwyczajeń robią swoje. Ale nie ma być łatwo, ma być warto.

Ciąg dalszy tematu mleka nastąpi, bo w końcu nie napisałam co to ma wspólnego z byciem ?zmarzlakiem? :)