Posts Tagged ‘soja’

“Co ma ciastko do krtani?”

?Co ma ciastko do krtani??

Tym razem miało być parę słów o jedzeniu? Uwielbiam tę czynność po prostu. Kocham pieczenie wszelkiego rodzaju ciast, ciastek i ciasteczek a drożdżówki z makiem czy serem domowego wypieku biją na głowę te ze sklepu. Niestety niesie to za sobą pewne niebezpieczeństwo ? bo jak się już upiecze to trzeba nie lada silnej woli, żeby tego nie jeść. Pretekst wprawdzie do pieczenia mam niezły ? moja córeczka Ninka jest uczulona na pszenicę więc jakiekolwiek wypieki sklepowe (czy to chleb, czy słodkości) nie wchodzą absolutnie w grę. Więc po prostu muszę. Tyle tylko, że niekonieczne sama muszę tyle tego potem wchłonąć.

Zasady żywienia, o których będzie dzisiaj mowa wpaja nam od pewnego czasu wspomniany już kiedyś dr Zdzisław Kubat oraz inni lekarze ?przyczynowcy?. I tutaj moim zdaniem koniecznych jest kilka słów właśnie o takich lekarzach. Czym się różnią od przeciętnego lekarza? Normalnie ukończyli medycynę, a nie bioenergoterapię czy inne kierunki. Tyle tylko, że mówią tak ?My leczymy przyczynę choroby, a nie jej objawy?. Kiedyś naiwnie wydawało mi się, że tak robią wszyscy lekarze. Niestety doświadczenie pokazało, że byłam w dużym błędzie.

A zaczęło się od Ninki, która ni stąd ni zowąd zaczęła chorować na zapalenie krtani. Wszystko zaczęło się, gdy miała troszeczkę ponad roczek. W listopadzie zachorowała po raz pierwszy i ciągnęło się to bez przerwy do marca. Nie zliczę już ile razy jeździliśmy z nią w nocy do szpitala bo się po prostu dusiła. Tam oczywiście zastrzyki sterydowe, antybiotyki i do domu z plikiem recept. I za kilka dni powtórka. Przez całą zimę praktycznie nie zdążyła wyjść ani razu na sanki, bo ciągle była chora. Zachodziliśmy w głowę skąd to się bierze. Odwiedzaliśmy kolejnych specjalistów a oni rozkładali ręce i mówili, że po prostu ma słabą odporność i tyle.

Aż wreszcie dotarliśmy do dra Kubata, jednego z lekarzy ?przyczynowych?. Dopiero on postanowił zadziałać inaczej ? to znaczy zaczął dociekać co powoduje u niej takie ostre zapalenie krtani. Zrobiliśmy Analizę Pierwiastkową Włosów. Dr Kubat zbadał dziecko, zadawał miliony pytań, które pozornie (tak nam się wtedy wydawało) nie miały nic do rzeczy. Na przykład o to, co dziecko je. Co jadło wcześniej, zanim zaczęło chorować, jak się zachowuje w ciągu dnia, a jak zaraz po przebudzeniu, jakie są stolce itp.

I wyszło szydło z worka. Okazało się, że Nina zaczęła chorować jakiś czas po rozszerzeniu jej diety o produkty zbożowe i mięsne. Porobiliśmy przeróżne badania i wykazały one niezbicie, że jest uczulona na pszenicę i soję. Dotarło do nas, że koniec z jakimkolwiek kupowanym pieczywem, ciastem czy pierogami. Nawet makrela w sosie pomidorowym zagęszczana jest mąką.

Soją początkowo się nie przejęłam. Wydawało mi się, że przecież skoro nie jesteśmy wegetarianami, czyli nie robię kotletów sojowych zamiast schabu to z tym poradzimy sobie bez problemu. I po raz kolejny okazało się jak bardzo się mylę. Soja po prostu wdziera się wszędzie. Na dzień dobry musieliśmy odstawić kupne mięso, wędliny i kiełbasy. Bo do tego jest dodawane białko sojowe. Lecytyna sojowa dodawana jako emulgator jest nawet w czekoladzie czy kaszkach dla dzieci? Wpadłam na pomysł, żeby może kupić gdzieś jakiegoś prosiaczka i przerobić. Kolejna lipa, bo świnie karmi się paszą, niestety sojową i to też przechodzi do mięsa? Dobrze, że mam wujka i kuzyna, którzy są myśliwymi ? przynajmniej od czasu do czasu możemy liczyć na jakiegoś dzika czy jelenia?

Nie mieliśmy wyjścia. Zaczęliśmy stosować u Niny dietę eliminacyjną i suplementację, żeby wyrównać wszelkie niedobory. Nie było łatwo. Nawet teraz jak to piszę ręce mi się trzęsą na wspomnienie tego jak potrafiła wyrwać kawałek parówki mężowi z ręki i uciec z nim szybciutko, żebyśmy tylko nie zdążyli jej zabrać? Albo kiedy płakała tak strasznie, żeby chociaż kawałeczek czegoś dostać. Chociaż jeden gryzek?

Na szczęście konsekwencją i wytrwałością udało się ją jakoś wyprowadzić na prostą. Trwało to jakiś rok zanim jelita się zregenerowały, ale było warto. Teraz Nina już sama wie, że niektórych rzeczy jeść nie może i gdy nawet jakieś dziecko w piaskownicy chce ją czymś poczęstować to mówi ?Nie mogę tego zjeść. To nie jest z mojej mąki?. Ma raptem trzy i pół roku a potrafi zrozumieć, że jeśli chce być zdrowa to pewne rzeczy muszą zostać wykluczone.Gdyby wszyscy dorośli tacy byli?

Niektórzy z naszych znajomych użalają się i mówią ?Ojej, ale to takie nieszczęście mieć takie dziecko. Tyle pracy i zachodu i w ogóle?. Wtedy po prostu mam ochotę wziąć ich i pokazać wszystkie te naprawdę chore dzieci, które nie mogą chodzić, nie widzą czy też nie mogą funkcjonować bez specjalistycznej rehabilitacji i aparatury. A Nina jest bardzo wesołym urwisem, którego wszędzie pełno. Rządzi po prostu wszystkimi i jest wulkanem energii. Tylko je co innego niż większość ludzi.

Fakt, że wymaga to zwiększonych nakładów pracy i niestety finansów ? bo jednak całe jedzenie musi być przygotowywane pod kątem tego co Nina może a czego nie. Gdy idziemy gdzieś w gości musimy po prostu zabrać z sobą jedzenie dla niej. No i przez to Nina nie mogła pójść do przedszkola, bo przecież nikt nie chce się podjąć takiego żywienie a przynoszenie własnego jedzenia z domu nie wchodzi w grę ze względu na przepisy. Najłatwiej jest się nimi zasłonić. Wtedy człowiek myśli, że wychodzi na takiego, który oczywiście by chciał, ?Bardzo byśmy chcieli ją przyjąć, ale sama Pani rozumie. Nie możemy??

Ale są też dobre strony. Zamiast wrócić do pracy w szkole zostałam w domu. Najpierw z Ninką. A teraz jest jeszcze Kajtuś.. Jestem pełnoetatową Mamą prowadzącą swój własny biznes online. Jak Ninka miała pół roku zajęłam się wdrażaniem Mechanizmu Prosumenta oraz tworzeniem nowej jakości społeczności internetowych To właśnie dzięki tym ludziom dowiedziałam się wielu bardzo ciekawych rzeczy, ale też poznałam temat Analizy Pierwiastkowej Włosów i leczenia przyczynowego. Gdyby nie to, to nie wiem jak by dzisiaj wyglądała nasza sytuacja. Dalej byśmy biegali po szpitalach? A tak ? mogę pracować kiedy chcę i ile chcę i to ja widzę jak moje dzieci się rozwijają. To ja przytulam je kiedy boleśnie ząbkują czy kibicuję i cieszę się z nowych osiągnięć. Nie muszę słuchać od opiekunki, że dziecko właśnie dzisiaj zrobiło pierwszy samodzielny krok tylko jestem razem z nimi. Dlatego uważam, że ten biznes jest dla mnie strzałem w dziesiątkę i polecam to wszystkim :)