Posts Tagged ‘osobowość’

Kiedy się taki urodzi, który każdemu dogodzi???

Czy ty też robisz wszystko, żeby zadowolić innych, żeby kogoś nie zawieść? I jak sobie z tym radzisz? Starasz się jak możesz a i tak zbyt często okazuje się, że coś jest nie tak jak trzeba… Dlaczego? Myślę, że właśnie dlatego:

„Ojciec i syn w starożytnym Egipcie szykowali się do długiej podróży. Zapakowali swoje tobołki na osła i wyruszyli w drogę.

Nie uszli daleko, kiedy nadeszła grupa młodych mężczyzn, którzy skrytykowali syna, za to że pozwala swojemu ojcu iść. Więc syn posadził ojca na osła i poszli dalej.

Niedługo potem spotkali następną grupę, która skrytykowała ojca, że on nie pozwala swojemu synowi jechać razem ze sobą na ośle, oszczędzając osła. Więc syn usiadł razem z ojcem na ośle i pojechali dalej.

Kilka godzin później spotkali kolejną grupę ludzi, którzy skrytykowali ich za to, że męczą osła w taki upał. W rezultacie ojciec i syn wzięli osła, związali go, przewrócili do góry nogami i ponieśli między sobą.

Wkrótce doszli do rzeki ze starym, chybotliwym mostem. W momencie, gdy doszli do połowy mostu, most załamał się i cała trójka wpadła do wody. Ojciec i syn dopłynęli do brzegu i uratowali się. Związany osioł utonął. Morał z tej historii brzmi: ”Jeżeli próbujesz zadowolić wszystkich, stracisz swojego osła. Czasem musisz pogonić antagonistów i kierować się własną mądrością.”

Nikodem Marszałek, Motywacja bez granic

 

Relacje “szefowa – pracowniczka” w oczach dziecka

Kolejne spotkanie Stonki ze starszą koleżanką. I kolejny ciekawy pomysł. Tym razem koleżanka zaproponowała Stonce zabawę w… pracę.

K: No dobrze, to ja będę pracowniczką a ty szefową.

Stonka (nie bardzo jeszcze zorientowana w kwestiach pracowniczych) : “No dobrze. ”

K: “Dzień dobry szefowo. Przyszłam poprosić o urlop. Chciałabym dostać kilka dni wolnego, bo… ”

Stonka: Dobrze.

K: “No coś ty!!! Nie możesz się zgodzić!!! Szefowa nigdy tak się nie zachowuje!!!!!!!! Nie możesz się zgodzić!”

Stonka zamilkła już całkiem zdezorientowana w obcej zupełnie roli.

K. “To zrobimy odwrotnie. Teraz ty będziesz pracowniczką a ja szefową”.

Stonka: “I co mam zrobić?”

K: “No masz poprosić mnie o urlop”

Stonka: “Poproszę o urlop”

K: (ton ostry i wyniosły) Urlop????????? Nie ma mowy! Zbliża się weekend i w sklepie może być ruch. Nie dostaniesz wolnego. Musisz być w pracy i koniec . Koniec kropka. Wracaj do pracy.”

Skąd kilkuletnia dziewczynka wie takie rzeczy? W jaki sposób w jej młodej główce ukształtował się tak silny wzorzec relacji szef-pracownik i jaki to będzie miało wpływ na jej karierę zawodową? Chyba nie chcę wiedzieć…

 

Kto wygra ten będzie górą!

Stonka jest wielbicielką wszelkich gier planszowych. Grywa w nie wręcz maniakalnie, siłą rzeczy wciągając w to również swoją Mamusię, ponieważ jak wiadomo partner jest niezbędny. Królują “planszówki” takie raczej mało dziewczęce jak np. Zygzak McQueen z filmu “Auta”, “Rajd Dakar”, “Piraci” czy “Indianie na Dzikim Zachodzie”.

Jest tylko jeden szkopuł. Stonka, lat 4, uwielbia grać, ale nie uwielbia gdy inni wygrywają. Grę ma zazwyczaj nieźle zaplanowaną, bo jeśli są cztery postaci / pionki np. Czerwony Kapturek, Babcia, Gajowy i Wilk to Stonka gra zawsze Czerwonym Kapturkiem i Babcią a druga osoba ma również podwójną rolę – Gajowego i Wilka. Dziwnym trafem wygrywać ma zawsze Babcia… I niech tylko spróbuje być inaczej… wtedy przestaje być wesoło i włącza się opcja – płaczu rozpaczliwego i żalu lub złości niepohamowanej.

Po licznych rozmowach sytuacja jakby zaczęła się polepszać i wydawało się, że Stonka jakby zaczyna rozumieć, że inni też mogą wygrać… No i ostatnio jak zwykle przystąpiłyśmy do gry. Młoda na samym wstępie oświadczyła “To może ty byś dzisiaj wygrała… ” Zaszokowana lekko Mamusia oświadczyła, że owszem bardzo chętnie i że się postara, ale przecież w “planszówkach” różnie to bywa…

Gra ruszyła, Kapturek wdzięcznie wyprzedził pozostałych zawodników. Potem do akcji włączył się Gajowy. Im bliżej było końca tym widać było większą niepewność w oczach Stonki… wszystko wskazywało bowiem na to, że jednak Babcia zwycięży. Ale rzutem na taśmę zwyciężył Gajowy. Stonka okazała wielką radość, niespotykaną dotąd w przypadku jej przegranej.

Szczęśliwa, że liczne rozmowy wychowawcze wreszcie przynoszą oczekiwany skutek wyraziłam radość z wygranej i z tego, że dziecko poprawnie zareagowało na co młoda wpadła po prostu w przerażenie.

“Ojej, to teraz ty będziesz górą!!!!!!!! Ja nie chcę!!!! Ja Cię kocham i nie chcę żebyś była daleko!”

?????????????? Zbaranienie na mojej twarzy było chyba aż nadto widoczne. Ale i tak zapytałam:

“Myszko, jak to daleko? Przecież ja nigdzie nie jadę!”

Stonka: “No ale teraz wszyscy będą po Tobie deprać!”

Matka: “Cooooooooooooo? Dlaczego mieliby nie zdeptać???”

Stonka: “No bo Babcia powiedziała, że ten kto wygra będzie górą… a góry są daleko i wszyscy po nich chodzą…. Nie zamieniaj się w górę!!!!!!!!”

 

Ocet i musztarda, czyli gdzie Twoja mama robi zakupy…

Dzisiaj parę słów o nowym zjawisku, które coraz bardziej uwidacznia się w codziennym życiu. Świat biegnie do przodu w niesamowitym tempie… Przez mgłę, ale jednak pamiętam stanie w kolejkach po kawę czy inne rarytasy, kartki na mięso, oddawanie makulatury w zamian za talony na papier toaletowy…

O tym jak bardzo dziwne i obce jest teraz to zjawisko świadczyć może wypowiedź pewnej nastoletniej dziewczynki:
“Mamo, skoro, jak mówisz, kiedyś tylko ocet i musztarda na półkach były to jak to w tym Auchan wyglądało????”
W głowie im się nie mieści, że kiedyś nie było hipermarketów, a jak człowiek wyjechał na zachód to nie wiedział jak się w takim molochu zachować. Jakieś żetony do wózków… co z tym w ogóle zrobić??? A potem stało się to absolutnie oczywiste i myślą, że zawsze tak było.

Ale ostatnio wydarzyło się coś, co sprawiło, że zauważyłam nadejście kolejnej ery… Nina zwana Stonką bawiła się z koleżanką o kilka lat starszą od siebie, która wobec młodszej istoty wykazuje bardzo nauczycielskie zapędy. Postanowiły, że będą się bawić w zakupy. Ale najpierw owa koleżanka zaczęła tłumaczyć Nince jakie to różne rodzaje sklepów występują – apteka, mięsny, obuwniczy… potem postanowiła pochwalić się znajomością marketów – i tu repertuar miała naprawdę bogaty. Następnie przeszła do opowieści o tym, jak jej mama robi zakupy – że zawsze kupuje wielkie wory proszków do prania, płyny, i mnóstwo wody mineralnej, “bo wiesz, woda jest bardzo zdrowa. I potem tata musi to wszystko dźwigać i zawsze się złości, że to takie ciężkie i te zakupy tak długo trwają. A Twoja mama gdzie zawsze robi zakupy?”
Przyznaję się do bezczelnego podsłuchiwania i podglądania ich podczas tej rozmowy. Na twarzy Stonki pojawił się wyraz zdecydowanego zbaranienia…
“Zakupy? Zakupy to mama robi w dużym pokoju przy laptopie i potem pan kurier do domu przynosi… ”
” To Twój Tata ma dobrze… Nie musi się złościć na mamę, że tyle jest do dźwigania… ”

I wtedy zdałam sobie sprawę, że faktycznie ona ma rację… Dzięki temu, że kilka lat temu postanowiłam być nie konsumentem, lecz pro-sumentem, nie muszę dźwigać tych wszystkich zakupów, tracić czas w marketowych kolejkach… Mechanizm Prosumenta daje mi możliwość nie tylko zaoszczędzenia czasu, który mogę wykorzystać na przyjemniejsze rzeczy, lecz również pozwala generować dochód, dzięki któremu po urodzeniu najpierw Stonki a potem Stonka nie musiałam wrócić do pracy… To ja widzę jak rosną, rozwijają się i to ja radzę sobie z nimi, gdy grandzą jak “pijane zające w kapuście”. Kolejnym plusem Mechanizmu Prosumenta jest to, że nie jestem tylko w domu z dziećmi. One są bardzo ważne, ale muszę mieć kontakt z ludźmi i czuć, że robię coś jeszcze a nie tylko kaszki i pieluszki. Mam wolność wyboru i to jest w tym wszystkim najważniejsze!

Pewnie nie wszystko robię idealnie, ale to JA decyduję o tym jak ich wychowam a nie opiekunka czy babcia. I jeśli coś nie wyjdzie (a takiego scenariusza nie przewiduję), to przynajmniej nie będę obwiniać o to innych… A co Stonka sądzi na ten temat? O tym w następnym wpisie.

 

Z dywanu na biurko czy odwrotnie?

Wracając ze Stonką Starszą z Klubu Przedszkolaka zapytałam ją co robili tego dnia w Klubie Przedszkolaka:
Stonka: Biegliśmy z dywanu na biurko, czy tam odwrotnie…
Matka: Jak odwrotnie????????
Bujna wyobraźnia podsunęła natychmiast bardzo ciekawe obrazki. Lekko zdębiałam… Jak to, przecież w Klubie nie ma biurka….

Stonka: Ale Pani nam kazała…
Matka: Co Pani kazała? Biegać po biurku?
Stonka: No! Powiedziała „Zbiórka! Na dywan!”
Matka: “Zbiórka! Na dywan!” to nie to samo, co “Z dywanu na biurko”
Stonka: No przecież mówiłam, że może odwrotnie…

O mało ze śmiechu nie padłam jak dotarł do mnie sens wypowiedzi i rozumowania mojego dziecka. Potem nastąpiło wyjaśnianie znaczenia różnicy miedzy „Z biurka na dywan.” a „Zbiórka! Na dywan!”