Posts Tagged ‘Kubat’

Doktor, który lubi łowić ryby. Zgadnij kto to…

Mama: Myszko, masz kaszel, chciałabym żeby osłuchał Cię Pan Doktor. Przyjedzie albo doktor Rafał albo doktor Krzyś.
Stonka: A nie mógłby ten, który pływa statkiem?
Mama: ?????????? Statkiem? Ale ja nie znam żadnego pediatry marynarza…
Stonka: On nie jest marynarzem. No wiesz, ten od ryb…
Mama zbaraniała totalnie… Burza myśli… I nic. Postanowiła jednak drążyć dalej…
Mama: To co ten doktor robi z tymi rybami?
Stonka: No nie wiem, pewnie łowi. Skoro mieszka na statku… No wiesz, doktor Zdzisław…
Mama dostała nagłego olśnienia i porażona swym własnym geniuszem mówi:
Nie na statku tylko w Łodzi. Doktor Kubat mieszka w Łodzi.
Stonka: A co za różnica – łódka czy statek… jedno i drugie na wodzie…

 

“Tajemnice zdrowia” cz. 7

“Tajemnice zdrowia” cz. 7

Jeśli człowiek jest niezdecydowany co zażywać, może poczytać o Analizie Pierwiastkowej Włosów. Pojawiły się publikacje medyczne i popularne przybliżające ten temat. Dlaczego badanie włosa jest lepsze niż badanie krwi? Krew ma bardzo silny mechanizm równowagi = homeostazy i nie pokaże zawsze prawdy. Badanie włosa to tak jakbyśmy badali krew rano, w południe i wieczorem codziennie przez 3-4 miesiące a potem wyciągnęlibyśmy z tego średnią. Daje nam pełen obraz. Poza tym krew wykazuje stan w danym czasie. Tak jakbyśmy zrobili fotografię organizmu – przedstawi nam stan na dany moment, który może za chwilę ulec zmianie. Na przykład poziom cynku jest zawsze wysoki rano, do wieczora spada. Włos pokazuje prawdę, bo posiada 300 – 400 razy większe stężenie pierwiastków. We krwi możemy zbadać 7-8 pierwiastków, z włosów nawet 80 pierwiastków.

Włos wbrew pozorom jest bardzo odporny na wpływy zewnętrzne. Można go transportować i nie grozi zakażeniem podczas pobierania. Można go wysyłać pocztą, nikt się niczym nie zarazi.
Włosy od wielu lat były wykorzystywane do bardzo szczegółowych analiz, tylko na ogół w stosunku do zmarłych. Medycyna sądowa, archeolodzy badali i na tej podstawie można dowiedzieć się co było przyczyną śmierci, jak się dana osoba odżywiała, czy był to niewolnik czy arystokracja. Wszystko to dało się wyczytać właśnie z włosów.

Wreszcie zaczęto prowadzić badania na ludziach żywych. Co wykaże analiza? Zawartość i stosunek pierwiastków, typ metabolizmu (niezwykle ważny dla ustalenia diety pacjenta), poziom bariery antyoksydacyjnej – bardzo ważne, pokazuje jak bardzo twój organizm broni się przed toksynami typu wolne rodniki, czy trzeba to wspomóc czy poradzi sobie sam. Jest to bardzo ważne przy walce z praktycznie wszystkimi chorobami, również autoimmunologicznymi typu miastenia, stwardnienie rozsiane, łuszczyca, choroby wieńcowe, nowotworowe. Jeśli poziom bariery antyoksydacyjnej jest kiepski musimy się dowiedzieć z jakiego powodu, co jest tego przyczyną – to właśnie pokazuje analiza. Ale również ukazuje funkcjonowanie gruczołów dokrewnych, czyli cała endokrynologia.

Jak się czyta takie wyniki? Sprawdzimy teraz tylko dwa elementy dla przykładu. Weźmy na przykład poziom wapnia – jeśli jest bardzo wysoki a kobieta jest chora na osteoporozę. Wydaje się to niemożliwe – wysoki poziom wapnia i osteoporoza. Właśnie tak, bo jest duża transmineralizacja – kości wyrzucają wapń do innych tkanek. Dlaczego? Powody mogą być różne. Jedną z najczęstszych przyczyn jest zakwaszenie organizmu albo dieta wysokocukrowa – bardzo szybki metabolizm lub zakwaszenie dietą białkową, która powoduje bardzo wolny metabolizm. W obu wypadkach ph tkanek spada i organizm się broni tak jak rolnik broni się przez kwaśnym ph gleby. Jak ma glebę kwaśną to ją wapnuje. Organizm robi to samo, wapnuje, innego sposobu nie ma. A wapń bierze z kości.

Drugą przyczyną mogą być braki pierwiastka o nazwie Bor. Wtedy organizm dużo szybciej gubi ten wapń. A co się dzieje z tym wapniem? On ucieka z organizmu. Powstają nowe komórki, znowu są zakwaszane więc wapń znowu ucieka. Ale czy on jest wydalany? Zależy. Wtedy należy spojrzeć na poziom krzemu. Jeśli jest on niski wiadomo od razu, że człowiek ma wysokie zagrożenie miażdżycą. Dlaczego? Bo jak nie ma krzemu w naczyniach krwionośnych to w to miejsce wejdzie wapń. Wtedy naczynia krwionośne twardnieją i są bardziej podatne na osadzanie się wapnia. To tak samo jak dziurki prysznica zarastają wapnem, czyli kamieniem. Ludzie wymyślili takie gumeczki na końce słuchawek i jak te gumeczki się ruszają to otwory tak nie zarastają kamieniem. Tak samo jest w nas – jeśli naczynie krwionośne jest elastyczne to już tam cholesterol nie osiada tak bardzo. Jest wyrzucany na bieżąco. W przeciwnym razie mamy skłonność do miażdżycy.

Chcę Państwu pokazać, że ta analiza nie pokazuje choroby jako takiej. Ludzie pytają czy mi wyjdzie, że mam miażdżycę, nowotwór, nadciśnienie, cukrzycę itp. Większość metod medycznych typu rentgen, sonografia, ultrasonografia komputerowa, mierzenie ciśnienia pokazuje objaw. Na przykład mammografia pokazuje, że jest guz, ale nie pokazuje przyczyny z jakiej powstał.. Aparat pokazuje, że jest nadciśnienie, ale nie mówi czy jest ono z powodu braku cynku czy z powodu nerwicy, chorych nerek, wysokiego poziomu ołowiu itp. Analiza pokazuje właśnie przyczynę. Dlatego wynik analizy, czyli to co lekarz pisze dalej – dieta, suplementacja, antydieta (czyli czego nie jeść), dodatkowe zalecenia – to jest wsparcie leczenia jeśli jesteś już chory, to jest wsparcie profilaktyki jeśli jesteś jeszcze zdrowy i to jest wsparcie rehabilitacji gdy jesteś po chorobie. To jest działanie na przyczynę. Jeśli rura pęknie i woda się leje na podłogę to rozsądny człowiek zatyka rurę i wyciera wodę. W medycynie bardzo często my do końca życia kupujemy szmaty i uważamy, że nie ma co rury zatykać bo i tak się nie zatka. A przemysł produkujący szmaty, czyli przemysł farmakologiczny nie ma nic przeciwko temu. On jest oczywiście potrzebny, bo, że tak porównamy obrazowo, wodę trzeba wytrzeć, ale warto jest zbadać przyczynę.

Bardzo wysoki poziom żelaza może na przykład wskazywać na niską barierę antyoksydacyjną. Bardzo niski cynk może powodować problemy ze skórą. Tak można przechodzić od pierwiastka do pierwiastka. Ale one są ze sobą powiązane. Jeśli widzimy bardzo wysoki poziom żelaza to zaraz patrzymy na kobalt. Dlaczego akurat na kobalt? Bo on jest antagonistyczny dla żelaza. Jeśli żelazo jest wysokie a kobalt niski to możemy wnioskować o przyczynie. Niektóre pierwiastki się wypierają, działają antagonistycznie, inne się promują – obecność jednego powoduje, że drugi się lepiej wchłania albo są kompletnie neutralne względem siebie. Stąd druga część – proporcje pierwiastków oraz część przedstawiająca pierwiastki toksyczne. Nie będziemy dziś omawiać wszystkich pierwiastków po kolei. Ważne jest by uświadomić sobie, że analiza pokazuje przyczynę schorzenia i wtedy wiemy jakie należy podjąć kroki.

To już ostatnia część wykładu “Tajemnice zdrowia”, ale nie ostatni wykład :)



Fill The Following Entry And Submit To us.
Name:
Email:

 

“Co ma ciastko do krtani?”

?Co ma ciastko do krtani??

Tym razem miało być parę słów o jedzeniu? Uwielbiam tę czynność po prostu. Kocham pieczenie wszelkiego rodzaju ciast, ciastek i ciasteczek a drożdżówki z makiem czy serem domowego wypieku biją na głowę te ze sklepu. Niestety niesie to za sobą pewne niebezpieczeństwo ? bo jak się już upiecze to trzeba nie lada silnej woli, żeby tego nie jeść. Pretekst wprawdzie do pieczenia mam niezły ? moja córeczka Ninka jest uczulona na pszenicę więc jakiekolwiek wypieki sklepowe (czy to chleb, czy słodkości) nie wchodzą absolutnie w grę. Więc po prostu muszę. Tyle tylko, że niekonieczne sama muszę tyle tego potem wchłonąć.

Zasady żywienia, o których będzie dzisiaj mowa wpaja nam od pewnego czasu wspomniany już kiedyś dr Zdzisław Kubat oraz inni lekarze ?przyczynowcy?. I tutaj moim zdaniem koniecznych jest kilka słów właśnie o takich lekarzach. Czym się różnią od przeciętnego lekarza? Normalnie ukończyli medycynę, a nie bioenergoterapię czy inne kierunki. Tyle tylko, że mówią tak ?My leczymy przyczynę choroby, a nie jej objawy?. Kiedyś naiwnie wydawało mi się, że tak robią wszyscy lekarze. Niestety doświadczenie pokazało, że byłam w dużym błędzie.

A zaczęło się od Ninki, która ni stąd ni zowąd zaczęła chorować na zapalenie krtani. Wszystko zaczęło się, gdy miała troszeczkę ponad roczek. W listopadzie zachorowała po raz pierwszy i ciągnęło się to bez przerwy do marca. Nie zliczę już ile razy jeździliśmy z nią w nocy do szpitala bo się po prostu dusiła. Tam oczywiście zastrzyki sterydowe, antybiotyki i do domu z plikiem recept. I za kilka dni powtórka. Przez całą zimę praktycznie nie zdążyła wyjść ani razu na sanki, bo ciągle była chora. Zachodziliśmy w głowę skąd to się bierze. Odwiedzaliśmy kolejnych specjalistów a oni rozkładali ręce i mówili, że po prostu ma słabą odporność i tyle.

Aż wreszcie dotarliśmy do dra Kubata, jednego z lekarzy ?przyczynowych?. Dopiero on postanowił zadziałać inaczej ? to znaczy zaczął dociekać co powoduje u niej takie ostre zapalenie krtani. Zrobiliśmy Analizę Pierwiastkową Włosów. Dr Kubat zbadał dziecko, zadawał miliony pytań, które pozornie (tak nam się wtedy wydawało) nie miały nic do rzeczy. Na przykład o to, co dziecko je. Co jadło wcześniej, zanim zaczęło chorować, jak się zachowuje w ciągu dnia, a jak zaraz po przebudzeniu, jakie są stolce itp.

I wyszło szydło z worka. Okazało się, że Nina zaczęła chorować jakiś czas po rozszerzeniu jej diety o produkty zbożowe i mięsne. Porobiliśmy przeróżne badania i wykazały one niezbicie, że jest uczulona na pszenicę i soję. Dotarło do nas, że koniec z jakimkolwiek kupowanym pieczywem, ciastem czy pierogami. Nawet makrela w sosie pomidorowym zagęszczana jest mąką.

Soją początkowo się nie przejęłam. Wydawało mi się, że przecież skoro nie jesteśmy wegetarianami, czyli nie robię kotletów sojowych zamiast schabu to z tym poradzimy sobie bez problemu. I po raz kolejny okazało się jak bardzo się mylę. Soja po prostu wdziera się wszędzie. Na dzień dobry musieliśmy odstawić kupne mięso, wędliny i kiełbasy. Bo do tego jest dodawane białko sojowe. Lecytyna sojowa dodawana jako emulgator jest nawet w czekoladzie czy kaszkach dla dzieci? Wpadłam na pomysł, żeby może kupić gdzieś jakiegoś prosiaczka i przerobić. Kolejna lipa, bo świnie karmi się paszą, niestety sojową i to też przechodzi do mięsa? Dobrze, że mam wujka i kuzyna, którzy są myśliwymi ? przynajmniej od czasu do czasu możemy liczyć na jakiegoś dzika czy jelenia?

Nie mieliśmy wyjścia. Zaczęliśmy stosować u Niny dietę eliminacyjną i suplementację, żeby wyrównać wszelkie niedobory. Nie było łatwo. Nawet teraz jak to piszę ręce mi się trzęsą na wspomnienie tego jak potrafiła wyrwać kawałek parówki mężowi z ręki i uciec z nim szybciutko, żebyśmy tylko nie zdążyli jej zabrać? Albo kiedy płakała tak strasznie, żeby chociaż kawałeczek czegoś dostać. Chociaż jeden gryzek?

Na szczęście konsekwencją i wytrwałością udało się ją jakoś wyprowadzić na prostą. Trwało to jakiś rok zanim jelita się zregenerowały, ale było warto. Teraz Nina już sama wie, że niektórych rzeczy jeść nie może i gdy nawet jakieś dziecko w piaskownicy chce ją czymś poczęstować to mówi ?Nie mogę tego zjeść. To nie jest z mojej mąki?. Ma raptem trzy i pół roku a potrafi zrozumieć, że jeśli chce być zdrowa to pewne rzeczy muszą zostać wykluczone.Gdyby wszyscy dorośli tacy byli?

Niektórzy z naszych znajomych użalają się i mówią ?Ojej, ale to takie nieszczęście mieć takie dziecko. Tyle pracy i zachodu i w ogóle?. Wtedy po prostu mam ochotę wziąć ich i pokazać wszystkie te naprawdę chore dzieci, które nie mogą chodzić, nie widzą czy też nie mogą funkcjonować bez specjalistycznej rehabilitacji i aparatury. A Nina jest bardzo wesołym urwisem, którego wszędzie pełno. Rządzi po prostu wszystkimi i jest wulkanem energii. Tylko je co innego niż większość ludzi.

Fakt, że wymaga to zwiększonych nakładów pracy i niestety finansów ? bo jednak całe jedzenie musi być przygotowywane pod kątem tego co Nina może a czego nie. Gdy idziemy gdzieś w gości musimy po prostu zabrać z sobą jedzenie dla niej. No i przez to Nina nie mogła pójść do przedszkola, bo przecież nikt nie chce się podjąć takiego żywienie a przynoszenie własnego jedzenia z domu nie wchodzi w grę ze względu na przepisy. Najłatwiej jest się nimi zasłonić. Wtedy człowiek myśli, że wychodzi na takiego, który oczywiście by chciał, ?Bardzo byśmy chcieli ją przyjąć, ale sama Pani rozumie. Nie możemy??

Ale są też dobre strony. Zamiast wrócić do pracy w szkole zostałam w domu. Najpierw z Ninką. A teraz jest jeszcze Kajtuś.. Jestem pełnoetatową Mamą prowadzącą swój własny biznes online. Jak Ninka miała pół roku zajęłam się wdrażaniem Mechanizmu Prosumenta oraz tworzeniem nowej jakości społeczności internetowych To właśnie dzięki tym ludziom dowiedziałam się wielu bardzo ciekawych rzeczy, ale też poznałam temat Analizy Pierwiastkowej Włosów i leczenia przyczynowego. Gdyby nie to, to nie wiem jak by dzisiaj wyglądała nasza sytuacja. Dalej byśmy biegali po szpitalach? A tak ? mogę pracować kiedy chcę i ile chcę i to ja widzę jak moje dzieci się rozwijają. To ja przytulam je kiedy boleśnie ząbkują czy kibicuję i cieszę się z nowych osiągnięć. Nie muszę słuchać od opiekunki, że dziecko właśnie dzisiaj zrobiło pierwszy samodzielny krok tylko jestem razem z nimi. Dlatego uważam, że ten biznes jest dla mnie strzałem w dziesiątkę i polecam to wszystkim :)

 

“Kawa Zdzisława”, czyli “Kubatówka”

“Kawa Zdzisława”, czyli “Kubatówka”

Tym razem parę słów o kawie. Nigdy nie byłam jej miłośniczką ze względów czysto praktycznych. A raczej z powodu konsekwencji jakie musiałam ponosić za każdym razem, gdy kawę wypiłam? Generalnie wolałam herbatę od kawy od zawsze. W czasach kiedy w Polsce nie słyszano za bardzo o kawie rozpuszczalnej w ogóle nie mogłam sobie wyobrazić opcji wypicia kawy “fusiastej”. Już sam jej zapach przyprawiał mnie o mdłości. Nie wspomnę o koszmarze pierwszych łyków pełnych pływających cząstek zmielonej kawy. Paskudztwo.

Potem pojawiła się kawa rozpuszczalna. Wydawała mi się idealnym rozwiązaniem. Nie śmierdziała kwaśno, nie było błota na dnie filiżanki. Tylko pić! Ale wkrótce okazało się, że jednak nie za bardzo. Po wypiciu kawy najpierw zaczynało się robić coś dziwnego w żołądku, który po prostu przestawał pracować. A potem zaczynała mnie łupać głowa. Początkowo delikatnie, niewinnie ale ból narastał. Czasami do tego stopnia, że całą noc spać nie mogłam. Koszmar po prostu.

Aż pewnego pięknego dnia poznałam Wojtka Stępkowskiego a potem jeszcze doktora Kubata. To są dwie bardzo ważne dla mnie osoby. Wojtek powiedział mi o “kawie Zdzisława” jak ją pieszczotliwie nazywamy a dr Zdzisław Kubat tę kawę… no właśnie nie wiem… sam wymyślił, czy gdzieś wyszukał? Nieważne. Dla nas jest on źródłem, z którego o takiej kawie się dowiedzieliśmy.

Oczywiście jak dostałam przepis byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Po tak licznych przykrych doświadczeniach powiedziałam sobie “Nie. Koniec z uleganiem innym. Po co mam potem się męczyć?”. Tutaj muszę się Wam do czegoś przyznać. Często na rozmaitych imprezach, spotkaniach towarzyskich czy nawet w pracy, gdy ktoś proponował mi kawę, to piłam ją, bo po prostu wszyscy pili i jakoś niezręcznie mi było mówić, że ja poproszę herbatę. No i piłam tę kawę a potem po prostu umierałam… Głupota totalna. Ale jakoś tak nie chciałam się wyłamywać. Ale pewnego dnia pomyślałam sobie: Po co? Co komu robi za różnicę co ja piję? To ja się potem męczę nie oni, więc albo zrozumieją, albo niech mi nic nie robią.

Jeszcze dziwniejsze jest to, że pewne jednostki nie potrafiły tego zrozumieć. Jedna z koleżanek często zapraszała mnie do siebie “na kawkę”. Spotykamy się do teraz czasami u mnie, czasami u niej. Jednak za każdym razem jest to samo pytanie “Kawę?” i moja odpowiedź “Nie. Herbatę”. I ona nie może tego zrozumieć. Jak można pić herbatę? No przecież kawa to taki bardziej szlachetny trunek i po prostu wypada go pić. Po pewnym czasie przywykła, ale uważa to za dziwactwo, że na spotkaniu ktoś może pić herbatę.

Dlatego właśnie jak Wojtek opowiedział mi o “kawie Zdzisława” zwanej również “Kubatówką” nie bardzo miałam ochotę na kolejne eksperymenty. Jednak słyszałam, że ona ze względu na specyficzny skład jest lepiej tolerowana przez żołądek. Postanowiłam spróbować. I? Rewelacja! Nie dość, że nieziemsko pyszna to jeszcze rewelacyjnie działa i nie ma skutków ubocznych jakie powoduje tradycyjna kawa parzona. Żadnych sensacji żołądkowych, bólu głowy czy “trzęsiawki” występującej po wypiciu nadmiernej ilości zwykłej kawy. Kawa generalnie wypłukuje magnez z organizmu. Jednak tutaj dodajemy dużo ciemnego kakao, które powoduje dwie rzeczy, po pierwsze daje nam dawkę magnezu a po drugie powoduje, że działanie kofeiny utrzymuje się dużo dłużej niż po tradycyjnej małej czarnej, bo utrzymuje się przez kilka godzin.

A co w niej jest takiego szczególnego. Dwie rzeczy. Po pierwsze, smak (składniki) a po drugie, sposób przyrządzenia, które trwa troszkę dłużej niż normalnie, ale uważam, że efekt jest wart każdej minuty poświęconej przygotowaniu.  Ważne jest jednak, aby trzymać się instrukcji, nie tyle dotyczącej ilości co czynności. Wojtek wyraźnie powiedział mi “Nie mieszaj tego! Syp warstwami i potem jak już się zagotuje to zakręć garnkiem, żeby samo opadło.” Za pierwszym razem jednak coś z tym sypaniem mi nie poszło za bardzo, bo zamiast “rozsiać” kakao po powierzchni po prostu wrzuciłam łyżką i zrobiła się klucha. Żeby ją zlikwidować oczywiście pomieszałam wszystko łyżką. Chwilę potem telefon do Wojtka “Słuchaj, ta kawa jest beznadziejna. Włażą mi te fusy w zęby i ogólnie jakoś tak paskudnie jest w buzi” A Wojtek na to ze śmiechem “Mówiłem, żebyś nie mieszała!” Może ta moja wpadka powstrzyma Was przed mieszaniem :)

KAWA ZDZISŁAWA / KUBATÓWKA

Składniki:
(Dla miłośników przepisów wg Pięciu Przemian w nawiasach podane są smaki wg PP)
G = Gorzki
Sł = Słodki
Sn – Słony
K = Kwaśny
O = Ostry

-         kawa mielona /G/

-         kakao ciemne /G/

-         imbir świeży lub ewentualnie mielony /O/

-         kardamon (najlepiej w ziarnkach) /O/

-         cynamon /O/Sł/

-         goździki /O/

-         może być też wanilia /Sł/ lub chilli /O/

Kawa – Koniecznie dobrej jakości. Najlepiej 100% Arabica, moja ukochana.

Imbir – tu są dwie opcje. Najlepiej świeży. Obrać i zgnieść między łyżeczkami. Ja wybrałam opcję zgniatania go praską do czosnku, bo nie miałam tyle siły, żeby go gnieść łyżeczkami. I taki imbir wrzucamy do podgrzanych kubków / filiżanek i zalewamy gotową kawą. Jeśli imbir mamy mielony z paczki to wtedy wsypujemy go do garnka razem w pozostałymi składnikami

Kardamon – można kupić mielony w markecie, ale to nie ma zapachu, więc polecam kupić w ziarnkach (jest w każdym sklepie ekologicznym), rozłupać i te czarne małe nasionka zgnieść między dwiema łyżeczkami lub utłuc moździerzem. Ja używam około 7-10 tych małych czarnych ziarenek na jedną filiżankę kawy.

Wanilia – ostatnimi czasy uwielbiam tę kawę z ekstraktem waniliowym. (Dwie laski wanilii przekrawamy wzdłuż, ale nie do końca. Tak, żeby utworzyło V. Wkładamy do buteleczki. Zalewamy to 250 ml wódki i odstawiamy na dwa miesiące). Rewelacyjny dodatek do ciast, kremów i naszej kawy. Do kawy dodaję ok. 1 łyżeczki tego ekstraktu.

Cynamon – nie wszyscy są miłośnikami tej przyprawy, więc jak ktoś nie lubi swobodnie może ten składnik ominąć.

Przygotowanie

Do garnka wlewamy tyle kubków / filiżanek zimnej wody ile kaw chcemy przygotować plus trochę wody ?dla garnka? czyli, żeby fusy miały gdzie zostać. (Na dwie kawy dolewam około pół kubka wody dodatkowo).

Kawę mieloną – ilość wedle upodobań – sypiemy do garnka. Tak jakbyśmy “siali”, czyli nie kluchę do garnka tylko rozsypać po powierzchni. Następnie w ten sam sposób sypiemy kakao (około płaskiej łyżeczki na każdy kubek, ale tutaj ilość też wg naszych upodobań). Na to cynamon, 2-4 goździki, kardamon i imbir (jeśli mielony). NIE MIESZAĆ!!!!!!!

Zagotować. Jak zacznie bąblować to od razu wyłączamy. Trzeba uważać, żeby nie wykipiało. Po wyłączeniu należy zakręcić garnkiem i odstawić go na moment żeby fusy opadły. Wlewamy do ogrzanych kubków / filiżanek. Jak troszkę ostygnie (do ok. 60 stopni)  można do smaku posłodzić miodem. (Nie od razu gorące bo ?zabijamy? dobroczynne działanie miodu).

Wydaje się, że to mnóstwo roboty, ale wcale tak nie jest. Po 2-3 razach zobaczysz, że pójdzie błyskawicznie. :)
Poza tym myślę, że ta kawa jest warta tego zachodu, bo tak jak z wszystkim co dobre – “Nie musi być łatwo, musi być warto”.