Posts Tagged ‘dzieci’

Dlaczego piaskownice są puste?

Pewnego pięknego i słonecznego dnia poszłam jak zwykle ze Stonkami na plac zabaw.
Stonka: Mamo, dlaczego nie ma żadnych dzieci???
Mama: Bo rodzice tych dzieci są w pracy i dopiero jak wrócą do domu to wyjdą z dziećmi na plac zabaw.
Stonka: Nieprawda. Rodzice nie chodzą do pracy. Do pracy chodzą tylko Tatusiowie. Mamusie są w domu z dziećmi!!!!
Mama: Nie kochanie. W wielu rodzinach do pracy chodzi i Mamusia i Tatuś. U nas jest akurat tak, że tylko Tatuś wychodzi rano a Mamusia jest z wami w domku i może spędzać z wami dużo czasu, ale nie wszystkie dzieci mają tak dobrze…
Stonka: Wcale nie mam tak dobrze, bo czasami musisz pracować na komputerze! – odparła oburzona Stonka.

I wiecie co… ta sytuacja również dała mi do myślenia. Zarówno scenka z koleżanką i robieniem zakupów w supermarkecie opisana poprzednio jak i kwestia mamusi wychodzącej do pracy… Dla Stonki jest to tak oczywiste, że w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że u niektórych może być inaczej, że inne dzieci np. wstają bladym świtem bo muszą iść do przedszkola, że więcej czasu z rodzicami spędzają w weekendy lub w czasie urlopu. A moja Stonka uważa się za pokrzywdzoną, bo Mamusia musi od czasu do czasu włączyć komputer. I to jest piękne :)

 

Ocet i musztarda, czyli gdzie Twoja mama robi zakupy…

Dzisiaj parę słów o nowym zjawisku, które coraz bardziej uwidacznia się w codziennym życiu. Świat biegnie do przodu w niesamowitym tempie… Przez mgłę, ale jednak pamiętam stanie w kolejkach po kawę czy inne rarytasy, kartki na mięso, oddawanie makulatury w zamian za talony na papier toaletowy…

O tym jak bardzo dziwne i obce jest teraz to zjawisko świadczyć może wypowiedź pewnej nastoletniej dziewczynki:
“Mamo, skoro, jak mówisz, kiedyś tylko ocet i musztarda na półkach były to jak to w tym Auchan wyglądało????”
W głowie im się nie mieści, że kiedyś nie było hipermarketów, a jak człowiek wyjechał na zachód to nie wiedział jak się w takim molochu zachować. Jakieś żetony do wózków… co z tym w ogóle zrobić??? A potem stało się to absolutnie oczywiste i myślą, że zawsze tak było.

Ale ostatnio wydarzyło się coś, co sprawiło, że zauważyłam nadejście kolejnej ery… Nina zwana Stonką bawiła się z koleżanką o kilka lat starszą od siebie, która wobec młodszej istoty wykazuje bardzo nauczycielskie zapędy. Postanowiły, że będą się bawić w zakupy. Ale najpierw owa koleżanka zaczęła tłumaczyć Nince jakie to różne rodzaje sklepów występują – apteka, mięsny, obuwniczy… potem postanowiła pochwalić się znajomością marketów – i tu repertuar miała naprawdę bogaty. Następnie przeszła do opowieści o tym, jak jej mama robi zakupy – że zawsze kupuje wielkie wory proszków do prania, płyny, i mnóstwo wody mineralnej, “bo wiesz, woda jest bardzo zdrowa. I potem tata musi to wszystko dźwigać i zawsze się złości, że to takie ciężkie i te zakupy tak długo trwają. A Twoja mama gdzie zawsze robi zakupy?”
Przyznaję się do bezczelnego podsłuchiwania i podglądania ich podczas tej rozmowy. Na twarzy Stonki pojawił się wyraz zdecydowanego zbaranienia…
“Zakupy? Zakupy to mama robi w dużym pokoju przy laptopie i potem pan kurier do domu przynosi… ”
” To Twój Tata ma dobrze… Nie musi się złościć na mamę, że tyle jest do dźwigania… ”

I wtedy zdałam sobie sprawę, że faktycznie ona ma rację… Dzięki temu, że kilka lat temu postanowiłam być nie konsumentem, lecz pro-sumentem, nie muszę dźwigać tych wszystkich zakupów, tracić czas w marketowych kolejkach… Mechanizm Prosumenta daje mi możliwość nie tylko zaoszczędzenia czasu, który mogę wykorzystać na przyjemniejsze rzeczy, lecz również pozwala generować dochód, dzięki któremu po urodzeniu najpierw Stonki a potem Stonka nie musiałam wrócić do pracy… To ja widzę jak rosną, rozwijają się i to ja radzę sobie z nimi, gdy grandzą jak “pijane zające w kapuście”. Kolejnym plusem Mechanizmu Prosumenta jest to, że nie jestem tylko w domu z dziećmi. One są bardzo ważne, ale muszę mieć kontakt z ludźmi i czuć, że robię coś jeszcze a nie tylko kaszki i pieluszki. Mam wolność wyboru i to jest w tym wszystkim najważniejsze!

Pewnie nie wszystko robię idealnie, ale to JA decyduję o tym jak ich wychowam a nie opiekunka czy babcia. I jeśli coś nie wyjdzie (a takiego scenariusza nie przewiduję), to przynajmniej nie będę obwiniać o to innych… A co Stonka sądzi na ten temat? O tym w następnym wpisie.

 

Co ma “Ło – ba – ma” do spadającego samolotu?

Tym razem o twórczości językowej Stonka Młodszego. Podobno chłopcy zaczynają mówić później niż dziewczynki. Akurat w przypadku moich dziatek to się zgadza, ale być może nie u wszystkich. W każdym razie Stonek Młodszy również osiąga pewne postępy językowe.

Stonek bardzo entuzjastycznie reaguje na samoloty, które z racji bliskiej odległości od lotniska pojawiały się akurat często i gęsto. W pewnym momencie z wielką radością pokazał na coś łapką i krzyczał pełen emocji”Ło – ba – ma!!!!!!!!! Ło-ba-ma!!!!!!” Dziewczyna, która była akurat wtedy z nami szybko rozejrzała się wokół i zapytała: “Gdzie? Gdzie? Jeszcze nigdy nie widziałam go na żywo!”
Spojrzałam na nią lekko skonsternowana. O czym ona bredzi? Kogo nie widziała na żywo???
- “No jak to kogo? Obamy!”
ja: – Jakiego Obamy?
- No prezydenta Stanów…
ja: No ja też go nie widziałam nigdy na żywo, naszego Prezydenta też nie widziałam na żywo, ale dlaczego miałabyś go zobaczyć akurat teraz i tutaj?????
- No jak to, przecież Stonek wyraźnie pokazywał i wołał “Łobama!”

Teraz już skołowaciałam totalnie… Ale szybko przyszło olśnienie i wyjaśniłam krztusząc się ze śmiechu:
- Po pierwsze – jak mogłaś w ogóle pomyśleć że on potrafi zapamiętać nazwisko Prezydenta Stanów Zjednoczonych?? Poza tym, skąd Stonek ma wiedzieć jak on wygląda i jeszcze rozpoznać go na ulicy??? Jemu chodziło o to, że samolot spadł…

Teraz skołowacenie uwidoczniło się na twarzy koleżanki… Jaki samolot spadł? Nic nie zauważyłam…

- “Ło” w języku Stonka oznacza “samolot” Zawsze jak widzi samolot to woła “Ło” albo “Ła”.
“Ba” oznacza tak naprawdę “bam”, czyli że coś spadło… Tylko nie pytaj mnie dlaczego skrócił “bam” do “ba”
“Ma” znaczy u nie go “nie ma”. Umie powiedzieć “nie” ale w zwrocie “nie ma” tego akurat nie używa, tylko pokazuje łapami…

Czyli “Ło – ba – ma” to było tak naprawdę całe zdanie – “Samolot zrobił bam (spadł) i go nie ma”. Bo ten samolot akurat lądował i przy lądowaniu zniknął nam z pola widzenia, więc młody, który jako dziecko nieco ponad półtoraroczne nie ma pojęcia o lądowaniu samolotów powiedział, że po prostu spadł.

 

Z dywanu na biurko czy odwrotnie?

Wracając ze Stonką Starszą z Klubu Przedszkolaka zapytałam ją co robili tego dnia w Klubie Przedszkolaka:
Stonka: Biegliśmy z dywanu na biurko, czy tam odwrotnie…
Matka: Jak odwrotnie????????
Bujna wyobraźnia podsunęła natychmiast bardzo ciekawe obrazki. Lekko zdębiałam… Jak to, przecież w Klubie nie ma biurka….

Stonka: Ale Pani nam kazała…
Matka: Co Pani kazała? Biegać po biurku?
Stonka: No! Powiedziała „Zbiórka! Na dywan!”
Matka: “Zbiórka! Na dywan!” to nie to samo, co “Z dywanu na biurko”
Stonka: No przecież mówiłam, że może odwrotnie…

O mało ze śmiechu nie padłam jak dotarł do mnie sens wypowiedzi i rozumowania mojego dziecka. Potem nastąpiło wyjaśnianie znaczenia różnicy miedzy „Z biurka na dywan.” a „Zbiórka! Na dywan!”

 

“Dzisiejsze … dziecko” no właśnie, jakie będzie to dziecko?????

“Dzisiejsze … dziecko” no właśnie, jakie będzie to dziecko?????

Dzisiejszy wpis zainspirowany został niepozorną kartką wiszącą na korytarzu Ośrodka Rehabilitacji, do którego uczęszczamy z Ninką. Do wszelkiego rodzaju “gazetek ściennych” czy to w szkole czy w miejscach pracy podchodziłam zawsze z dużą dozą sceptycyzmu… Dlaczego? Dlatego, że zazwyczaj nie wnosiły one nic szczególnego, ot jakieś tam ogłoszenia wyblakłe itd. I Pani wychowawczyni, która przypominała sobie o tym, że trzeba zmienić wystrój gablotki zwykle przed hospitacją… Ale to, co przeczytałam na tej tablicy jest mi na tyle bliskie, że postanowiłam się tym po prostu podzielić. Bez zbędnego komentarza, bo jest on tutaj naprawdę niepotrzebny….

“Lata dzieciństwa”
Ronald Russell

Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.

Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.

Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.

Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.

Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.

Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.

Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazywaliśmy miłość.

Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.

Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.

Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radością.