“Choleryk w domu – kilka sposobów na przetrwanie”

“Choleryk w domu – kilka sposobów na przetrwanie”

Wydaje mi się, że Wikipedia potraktowała choleryków dość ostro i krytycznie, może dlatego, że Cholerycy zazwyczaj też nie “cackają” się z innymi…

Choleryk (gr. chole – żółć, stąd “żółć go zalewa”) – przeciwieństwo flegmatyka, typ pobudliwy, przejawiający tendencje do ciągłego niezadowolenia i agresji. Charakteryzuje go silne przeżywanie emocji oraz duża energia życiowa i aktywność. Głównym pragnieniem choleryków jest dominacja, od innych z kolei oczekują podporządkowania się i uznania dla swojej ciężkiej pracy. Cholerycy bywają uparci, a ich reakcje na bodźce są szybkie i często nieprzemyślane, bywają też zakompleksieni. Często żałują wypowiedzianych słów. Są nastawieni na działania i kierowanie. Wzbudzają wśród ludzi zaufanie i respekt, często pracują dla potrzeb grupy. Są szybcy w działaniu, preferują pracę, którą mogą sami zorganizować. Lubią przewodzić i organizować pracę innym. Gdy ktoś się z nim nie zgodzi, denerwuje się, krzyczy, staje się agresywny. Choleryk to osobnik dominujący, władczy i wyraża to całą swoją postawą i sposobem gestykulowania (wysunięty w kierunku słuchaczy wskazujący palec, uderzanie pięścią w blat stołu). Jego twarz zazwyczaj wskazuje na to, że mocno się zastanawia, mało tam jest uśmiechu, raczej zaciśnięte usta i szczęki oraz zmarszczone czoło.

Florence Littauer w swym opisie jest nieco łagodniejsza. Bardzo trafnie podsumowała różnice osobowości mówiąc, że towarzyski sangwinik mówi, perfekcyjny melancholik rozmyśla a energiczny choleryk działa. Według niej jest to temperament najłatwiejszy do zrozumienia i do współżycia – o ile przestrzegasz jego żelaznej zasady: “Zrób to TERAZ i zgodnie z MOIMI wskazówkami!” I coś w tym jest… bo choleryków akurat u nas w rodzinie niestety nie brakuje…

Kolejną cechą charakterystyczną choleryków to myśl “Jeśli coś ma być zrobione dobrze, to muszę się tym osobiście zająć.” Bo każdy inny człowiek to może po prostu “schrzanić”. Dlatego często biorą na siebie po prostu za dużo i potem mają problem, żeby to wszystko udźwignąć. A nie daj Bóg, przyjdzie Ci do głowy, żeby mu powiedzieć, że czegoś nie zrobił na czas czy zrobił to źle… uuu, marny wtedy Twój los.

Zupełnie odrębnym tematem jest również bycie rodzicem dziecka o osobowości choleryka. Często matki czy ojcowie skarżą się, że dziecko jest uparte, że nie chce robić tego, czego się od niego oczekuje… Te problemy znam z autopsji, ponieważ nasza córka jest po prostu klasycznym przypadkiem choleryka. Na szczęście niedługo po jej narodzinach miałam okazję wysłuchać wykładu na temat osobowości prowadzonego przez samego Roberta Rohma. Człowiek jest po prostu niesamowity i jeśli ktokolwiek z Was będzie miał okazję oglądać i słuchać go na żywo to zróbcie wszystko, żeby móc w tym uczestniczyć.

Na samym początku części o cholerykach Rohm uświadomił nam, że nie ma sensu z takim dzieckiem walczyć. Bo i tak nic nie wskóramy, w domu będzie wieczna wojna i kłótnie i nic dobrego z tego nie wyniknie. Po prostu, gdy mówimy do choleryka na przykład “Idź spać” lub “Do łóżka!” on słyszy “Chcesz walczyć? Ja tu rządzę i ty musisz się temu poddać”. Więc takie polecenie jest po prostu wezwaniem do wojny, którą będzie toczyć do upadłego.

Czy jest więc wyjście z tej sytuacji? Na szczęście tak. I dziękuję bardzo Robertowi, za wskazanie tej drogi. Otóż choleryk musi myśleć, że to on rządzi, że to on podjął decyzję. Ale co zrobić, żeby robił to co my chcemy? Po prostu daj mu wybór. Ważne jest, że to on podejmuje samodzielną decyzję, tylko niech potem ponosi również konsekwencje tego wyboru.

Może kilka przykładów z naszego życia wziętych:
Mama: Czas się ubierać, nie możesz ciągle chodzić w piżamce. Ściągnij spodnie, ubierz majtki, rajstopki i spódniczkę.
Córka natychmiast zaczyna ściągać “górę” od piżamy. Nie zastanawia się nad tym, dlaczego. Po prostu skoro mama mówi to ja i tak muszę zrobić po swojemu. Na przekór niejako. Ale wystarczyłoby powiedzieć zdejmij piżamę, bez wskazywania “góra” czy “dół” i już po sprawie.

Młoda przebiera nogami. Widać ewidentnie, że w trybie pilnym powinna udać się do toalety. Na hasło “Idź siusiu” reaguje konkretnie “Nigdzie nie idę. Nie chce mi się siusiu”. No więc Matka, co by uniknąć zmoczenia podłogi mówi: “To nie. Organizuję wyścig. Ciekawe kto pierwszy dotrze do łazienki i usiądzie na toalecie”. Konkurencja to jest silna strona choleryków, bo uwielbiają wygrywać. Więc Młoda po prostu biegnie do łazienki i obwieszcza całemu światu, że oczywiście wygrała, no i przy okazji robi tam co trzeba… ” Cel Matki osiągnięty a i choleryk zadowolony.

Wieczór w rozkwicie. Jutro rano trzeba wstać do Klubu Przedszkolaka. Mama już wie, że wszelkie polecenia typu “Idź spać” na nic się nie zdadzą. Wprowadza więc nowy fortel.
Matka: Kochanie, lubisz chodzić do Klubu Przedszkolaka (dobrze wie, że Młoda uczęszcza tam wręcz fanatycznie)
Córka: Lubię.
Matka: A wolisz tam iść wypoczęta i zadowolona czy zmęczona i marudząca.
Córka: Wypoczęta.
Matka: Ok. Więc teraz sama zdecyduj co zrobisz. Jeśli teraz pójdziesz spać, rano wstaniesz wypoczęta i radosna. A jeśli będziesz jeszcze długo kolorować, to nie zdążysz się wyspać i wtedy nie będziesz miała siły rano bawić się z dziećmi.
Córka: To wolę iść teraz spać.

I wiecie co, jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby ten sposób nie zadziałał. To nie musi być Klub Przedszkolaka, to może być wizja braciszka, który wstaje wcześnie i ją też obudzi, albo wspólny poranny wypad gdziekolwiek.

Na zakończenie scena śniadaniowa. Nasza Starsza Stonka co rano na śniadanie życzy sobie płatki z mlekiem. Cuda na kiju już jej obiecywaliśmy, żeby zjadła coś innego, ale nie. “Bo ja zawsze na śniadanie jem płatki z mlekiem” No i dzisiaj rano tradycyjne pytanie “Co chcesz na śniadanie?”
Córka “Nie chcę płatków bo nie dosięgnę do P i do JEDYNKI”
Matka nieco zdezorientowana wykonała błyskawiczną burzę myśli. Jednak jej wysiłki okazały się daremne, bo córka zaraz pospieszyła z wyjaśnieniem. “Bo jak będę ciągle jadła tylko płatki, płatki, płatki to nie będę rosła tak jak inne dzieci”. No tak, a przecież obecnie jej celem jest dosięgnąć w windzie do guzika Parter i 1… Żegnajcie płatki…

 

4 Comments

  1. Przykro mi to mówić, ale większość tych cudownych sposobów sprawdza sie li i jedynie w teorii.

    Wyścigi się sprawdzają, pod warunkiem że choleryk ZAWSZE wygra. Oraz, do czasu aż się mu nie znudzą. Punkt a jest z reguły nieosiągalny w przypadku obecności rodzeństwa (co owocuje wrzaskiem i awanturą, problem ewentualnego obsikania gaci schodzi na bok, matce wzrasta poziom adrenaliny…), punkt b – średnio 10, 20 razy wyścig działa.

    “Mama: Czas się ubierać, nie możesz ciągle chodzić w piżamce. Ściągnij spodnie, ubierz (w co ma je ubrać? ;) – przypis wrednej purystki) majtki, rajstopki i spódniczkę.
    Córka natychmiast zaczyna ściągać “górę” od piżamy.”

    A co w przypadku, jak córka ma na ten temat inne zdanie i rzuca spode łba “będę chodzić w piżamie, nie będę się ubierać”? i spokojnie wraca do zabawy ;) – a co gorsza, jej matka też jest cholerykiem, na pograniczu zaburzeń borderline – i czuje, jak jej poziom adrenaliny niebezpiecznie wzrasta?
    Matka zatem mówi: nie to nie, mam cię w nosie, absolutnie zabraniam ci się ubierać – i zgodnie z zasadą przekory dziecko powinno zrobić na odwrót. Powinno, ale nie robi, ta metoda działa z reguły przez krótki okres czasu, i to w przypadku dzieci nie starszych niż 2,5-3-letnie.

    “Jeśli teraz pójdziesz spać, rano wstaniesz wypoczęta i radosna. A jeśli będziesz jeszcze długo kolorować, to nie zdążysz się wyspać i wtedy nie będziesz miała siły rano bawić się z dziećmi.” – litości.

    Większość dzieci będzie miało w głębokim poważaniu jutrzejszy dzień, bo liczy się tu i teraz. Zatem większość dzieci będzie kolorować do późna, rano będzie wścieklizna i #żmijporanny ;) , a większość matek (szczególnie te choleryczne) będzie gderać “a mówiłam ci, mówiłam – widzisz, trzeba było wczoraj iść wcześniej spać”. Dziecko gorliwie zapewni, że już dzisiaj pójdzie wcześniej spać, i wieczorem równie gorliwie o tym zapomni.

    Do tego dołączam zasadę nr 1 – jeśli chce się osiągnąć najlepsze rezultaty, wydawać trzeba 1 (słownie: jedno) polecenie na raz. Lepiej się sprawdza niż “ściągnij spodnie, załóż majtki, rajstopy i spódniczkę”.

  2. U mnie się sprawdzają dobrze :) Może moja Stonka mniej choleryczna niż Żmij :) No i ja bardziej sangwiniczna niż choleryczna jednak :) Ale doceniam szczerość jak najbardziej :) I nie wiem jak to jest, ale Stonka wstaje generalnie w dobrym nastroju, zdecydowanie nie jak Twój Żmijporanny. Ostatnio stwierdziła nawet “Lubię wstawać, bo zawsze jak zobaczysz, że się obudziłam to się uśmiechasz, przytulasz mnie i cieszysz się, że mnie widzisz”. Chociaż czasami to uśmiech rozpaczy… ale tego nie musi wiedzieć.

  3. Dorota Regdos

    Też jestem (jak się okazuje) mamą trzyletniej choleryczki lub jak mój mąż pieszczotliwie sprostował… małej cholery ;) Muszę przyznać, że wiele z metod opisanych przez autorkę stosowałam intuicyjnie, nie zdając sobie sprawy z jej temperamentu. Po prostu zauważyłam, że trzeba działać sposobem, jeżeli chce się uniknąć ciągłych awantur. Konkursy i wyścigi są u nas na porządku dziennym, zwłaszcza sprawdzają się przy sprzątaniu pokoju ;)
    Przy ubieraniu przez jakiś czas działało pytanie: Którą bluzeczkę chcesz dzisiaj ubrać? Dając do wyboru dwie lub kilka. Dziecko skupiało się wtedy na wyborze bluzeczki a nie na tym, że trzeba się ubrać. Gdy to zaczęło zawodzić znalazłam nowy sposób, pytam córeczki: Ciekawe czy potrafisz się sama ubrać, chyba nie? Dziecko chce jak najszybciej udowodnić: A właśnie, że potrafię!
    Na mycie zębów naszym sposobem jest „czarownica próchnica”, która robi dziury w zębach. Odkąd się pojawiła, nie ma problemów z tą czynnością.
    W zażegnaniu awantur przy obcinaniu paznokci pomogło pokazanie w Internecie zdjęcia najdłuższych paznokci świata – rekord Guinnessa. Trzeba przyznać, że nie wyglądają one zbyt zachęcająco i teraz sama się upomina, że trzeba je obciąć.
    Trzeba się wykazać pomysłowością, aby dziecko samo podjęło decyzje, ale jaka później jest satysfakcja i ile nerwów zaoszczędzone 
    A do autorki komentarza mam jedną uwagę: każde dziecko jest inne i to Ty musisz znaleźć sposób na swoje, przecież znasz je najlepiej! Nie miej pretensji, że czyjeś sposoby się u Ciebie nie sprawdzają!

  4. A co jesli w przypadku to ojciec jest nadpopudliwy i ciągle robi awantury itp?

Dodaj komentarz