Archive for the ‘samodoskonalenie’ Category

Kiedy się taki urodzi, który każdemu dogodzi???

Czy ty też robisz wszystko, żeby zadowolić innych, żeby kogoś nie zawieść? I jak sobie z tym radzisz? Starasz się jak możesz a i tak zbyt często okazuje się, że coś jest nie tak jak trzeba… Dlaczego? Myślę, że właśnie dlatego:

„Ojciec i syn w starożytnym Egipcie szykowali się do długiej podróży. Zapakowali swoje tobołki na osła i wyruszyli w drogę.

Nie uszli daleko, kiedy nadeszła grupa młodych mężczyzn, którzy skrytykowali syna, za to że pozwala swojemu ojcu iść. Więc syn posadził ojca na osła i poszli dalej.

Niedługo potem spotkali następną grupę, która skrytykowała ojca, że on nie pozwala swojemu synowi jechać razem ze sobą na ośle, oszczędzając osła. Więc syn usiadł razem z ojcem na ośle i pojechali dalej.

Kilka godzin później spotkali kolejną grupę ludzi, którzy skrytykowali ich za to, że męczą osła w taki upał. W rezultacie ojciec i syn wzięli osła, związali go, przewrócili do góry nogami i ponieśli między sobą.

Wkrótce doszli do rzeki ze starym, chybotliwym mostem. W momencie, gdy doszli do połowy mostu, most załamał się i cała trójka wpadła do wody. Ojciec i syn dopłynęli do brzegu i uratowali się. Związany osioł utonął. Morał z tej historii brzmi: ”Jeżeli próbujesz zadowolić wszystkich, stracisz swojego osła. Czasem musisz pogonić antagonistów i kierować się własną mądrością.”

Nikodem Marszałek, Motywacja bez granic

 

“Kto doprowadził Cię do takiego stanu?”

Kocham ludzi, ale takie sytuacje doprowadzają mnie do pasji. Pewnie niektórzy będą mieli mi za złe dość ostre podejście, ale może dzięki temu coś do nich dotrze… Bo nie tak dawno zmęczona ciągłym użalaniem się pewnej Pani, po prostu zapytałam “A kto Cię doprowadził do tego stanu? Kto ma wpływ na to, żeby to zmienić? To albo coś zrób, żeby to jakoś naprawić albo przestań marudzić…” Taka odpowiedź może przynieść trzy efekty: rozmówca się na Ciebie śmiertelnie obrazi, zignoruje to zupełnie lub przemyśli sprawę i postanowi coś zmienić. Coś czyli co? Na początek nawyki… w tym przypadku związane ze zdrowiem i stylem życia.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – do tematu zdrowia nie jestem nastawiona w sposób fanatyczny. Chodzi mi jednak o to, że sami podejmujemy pewne decyzje i powinniśmy ponosić za nie odpowiedzialność. Jedną z takich decyzji, a raczej jednym z takich nawyków jest właśnie odżywianie i styl życia. To my decydujemy czy zjeść kebaba czy normalny obiad; iść na fitness czy też wybrać serial w telewizji; jechać do pracy samochodem, czy może piechotą; rzucić palenie czy nadal rozkoszować się śmierdzącym błękitnym dymem, za który sami płacimy; czy na czwarte piętro dostać się windą czy może wejść po schodach…

Takie decyzje podejmujemy codziennie nawet się nie zastanawiając. Przecież nikt nie utył od jednego dużego posiłku. Tyle tylko, że te pozornie drobne wybory dokonywane codziennie dają efekty… jakie? A to już zależy od tego, którą opcję częściej wybieramy… Ludzie, którzy wybierają łatwiejszą i przyjemniejszą drogę niejako wysyłają zaproszenie chorobie i słabemu zdrowiu. Tyle tylko, że potem wszyscy będą ich żałować i im współczuć bo tacy schorowani, biedni i cierpiący…

Nie jestem istotą bezduszną i rozumiem, że istnieje wiele chorób, na wystąpienie których mamy niewielki wpływ. Lub nawet żaden. Ale nie o takich dzisiaj mówię. Jak podaje Burke Hedges co trzeci Amerykanin pali papierosy. I również co trzeci Amerykanin mógłby być sklasyfikowany jako klinicznie otyły. Postęp w medycynie obdarzył ludzi możliwością przeżycia długiego i zdrowego życia. Jednak miliony ludzi marnują ten dar regularnie niezdrowo się odżywiając i przesiadując w fotelu wpatrując się w szklany ekran. A potem Ci sami ludzie domagają się bezpłatnej pomocy medycznej, bezpłatnych leków na nadciśnienie, cukrzycę czy operację na otwartym sercu, rehabilitacji itp.

Dla porównania chciałabym przytoczyć zestawienie najczęstszych przyczyn śmierci w Ameryce w roku 1900 i 1996*

1900 1996
Gruźlica Choroba wieńcowa
Czerwonka Wylew
Grypa Rak
Ospa Cukrzyca
Zapalenie płuc Rozedma

Co wynika z tego porównania? KAŻDA z głównych przyczyn śmierci w USA w dzisiejszych czasach jest zależna i mogłaby być zredukowana dzięki zmianie naszych NAWYKÓW.

Tylko dlaczego ja mam współczuć komuś, kto cierpi na bóle stawów kolanowych skoro ma 30 kilogramów nadwagi, ale ciasto do kawy musi być? Albo dostaje koszmarnego kaszlu, ale pali papierosy od 20 lat? Dlaczego, komuś kto waży za mało wszyscy mogą mówić, że jest chudzielcem ale jak Sam się doprowadził do takiego stanu, więc może niech przestanie użalać się nad sobą i zrobi coś, żeby to zmienić??? Nie, bo przecież nie może iść na basen bo akurat o tej porze leci “M jak Miłość”…

*Źródło:”Firma JA” Burke Hedges

 

“Dzisiejsze … dziecko” no właśnie, jakie będzie to dziecko?????

“Dzisiejsze … dziecko” no właśnie, jakie będzie to dziecko?????

Dzisiejszy wpis zainspirowany został niepozorną kartką wiszącą na korytarzu Ośrodka Rehabilitacji, do którego uczęszczamy z Ninką. Do wszelkiego rodzaju “gazetek ściennych” czy to w szkole czy w miejscach pracy podchodziłam zawsze z dużą dozą sceptycyzmu… Dlaczego? Dlatego, że zazwyczaj nie wnosiły one nic szczególnego, ot jakieś tam ogłoszenia wyblakłe itd. I Pani wychowawczyni, która przypominała sobie o tym, że trzeba zmienić wystrój gablotki zwykle przed hospitacją… Ale to, co przeczytałam na tej tablicy jest mi na tyle bliskie, że postanowiłam się tym po prostu podzielić. Bez zbędnego komentarza, bo jest on tutaj naprawdę niepotrzebny….

“Lata dzieciństwa”
Ronald Russell

Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.

Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.

Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.

Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.

Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.

Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.

Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazywaliśmy miłość.

Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.

Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.

Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radością.

 

Tym razem Flegmatyk.

Człowiek o dominującej osobowości Flegmatyka jest tak spokojny, że ani jego wady ani zalety nie rzucają się szczególnie w oczy. Generalnie flegmatyk się po prostu nie rzuca w oczy… jest tak neutralny, spokojny i uprzejmy. I jak pisze moja ukochana Florence Littauer “Największą siłą spokojnego flegmatyka jest brak rzucających się w oczy słabości. Nie miewa napadów złego humoru, nie popada w depresję, nie robi hałasu wokół swojej osoby”. Jednak ten ekstremalny spokój wpływa niestety na brak umiejętności ekscytowania się czymś. To może bardzo mocno zniechęcać potencjalnego partnera, bo gdy ten wychodzi z siebie, żeby flegmatykowi sprawić radość w podziękowaniu dostanie jedynie skromne “Dziękuję”. Nie wspominając o tym, że brak ekscytacji powoduje, że flegmatyk nie ma ochoty opuszczać domowych pieleszy, bo i po co?
To co łączy flegmatyka z perfekcyjnym melancholikiem to tendencja do odkładania rzeczy na później. Jednak przyczyna odkładania jest różna. Perfekcyjny melancholik czeka aż będzie mieć wszystkie niezbędne narzędzia i warunki do perfekcyjnego wykonania zadania a flegmatyk zwleka, bo po prostu mu się nie chce…
Z jednej strony potrzebuje on od innych bezpośredniego bodźca, ale z drugiej nie znosi przymuszania, które bywa źródłem poważnych konfliktów. Ale generalnie starają się oni być na tyle neutralni i sympatyczni, by nikomu nie sprawić przykrości.

 

“Uporządkujmy świat z Perfekcyjnym Melancholikiem”

“Uporządkujmy świat z Perfekcyjnym Melancholikiem”

Hmmm, nie wiem jak Wam, ale mnie melancholik kojarzył się zawsze z poezją. W jakimś takim bliżej nieokreślonym sensie wydawał się być zamyślony, jakby gdzieś tam bardzo głęboko zanurzony w swoich rozmyślaniach. Ale generalnie wydawał się dobry… Dlatego bardzo zdziwiła mnie etymologia tego słowa, którą znalazłam w Wikipedii:

Melancholik (gr. mélanos – czarny + chole – żółć; prawdopodobnie stąd m.in. “czarne myśli”) to osoba o pesymistycznym, lękowym, negatywnym podejściu do przyszłości, życia, samego siebie, a także codziennych spraw.

W przeciwieństwie do pełnego radości i blasku ekstrawertycznego sangwinika, melancholik jest typem introwertycznym, czyli takim który nie uzewnętrznia tak bardzo swoich emocji lecz dusi je w sobie. Jako, że jestem typem sangwiniczno – cholerycznym, lub też choleryczno-sangwinicznym, który po prostu wywala z siebie wszystko, strasznie ciężko jest mi zrozumieć ludzi, którzy swe emocje “kiszą” gdzieś w środku. Zawsze się boję, że jak im się te wszystkie paskudztwa skumulują to kiedyś po prostu wybuchną…

Ale perfekcyjni melancholicy mają też i zalety. Ich przemyślenia cechują się często niesamowitą głębią, absolutnie nieznaną sangwinikom. Ponadto potrafią być bardzo analityczni, ale też twórczy. Takie zadatki na geniusza. Na przykład kompozytor muzyki klasycznej – nie wyobrażam sobie, jaki to musiał być mózg, żeby jakiś utwór rozpisać na tyle instrumentów, i żeby to wszystko trzymało się nie tylko kupy, ale żeby było na tyle piękne, żeby ludzie chcieli tego słuchać.

Trafnie ujęła to Florence Littauer pisząc, że “perfekcyjny melancholik myśli w tak uporządkowany sposób, że dostrzega diagramy tam, gdzie towarzyski sangwinik widzi ludzi; myśli kolumnami, podczas gdy towarzyski sangwinik myśli zdarzeniami.”

Perfekcyjny melancholik jako partner życiowy dobiera swoją drugą połowę z niesamowitą wręcz skrupulatnością. To idealista, więc często ma trudności ze znalezieniem “tej jedynej” czy “jedynego”, ale gdy już znajdzie, jest gotów do wielkich poświęceń. Troszczy się o innych, jest wierny, ofiarny i skory do pomocy.

Ale z drugiej strony jego negatywizm i cierpiętnictwo jest w stanie zniechęcić wielu. A do tego często, z powodu zbyt niskiej samooceny, jest przewrażliwiony na punkcie swojej osoby. Wszędzie doszukuje się krytyki, nawet tam, gdzie jej nie ma. Drąży, rozkłada czyjąś wypowiedź na czynniki pierwsze i myśli nad tym i martwi się, martwi i martwi…. Tylko, że jak napisał Burke Hedges “Martwienie się jest jak fotel na biegunach: daje ci zajęcie, ale prowadzi donikąd”.

Drobiazgowość i skrupulatność perfekcyjnego melancholika może niektórych (szczególnie sangwiników i choleryków) doprowadzać do szaleństwa, ale to ma też swoje plusy, ponieważ dzięki tej cesze sprawdza się on w takich zawodach jak laborant, księgowy, urzędnik zajmujący się wszelakimi liczbami i statystykami. Wszędzie tam, gdzie liczy się dokładność i precyzja. Kochajmy więc perfekcyjnych melancholików i pomóżmy im uśmiechnąć się od czasu do czasu :)

Źródło: “Osobowość Plus” Florence Littauer