Archive for the ‘dzieci’ Category

I co ja mam powiedzieć???

Stonka jest na etapie fascynacji kolorem fioletowym. Wszystko ma być fioletowe po prostu. Zażyczyła sobie nawet, żeby remont w jej pokoju zrobić, bo ściany też muszą takie być… Jak na razie się nie doczekała ;)

Stonka: Nie chcę śniadania na pomarańczowym talerzu. Przecież wiesz, że lubię fioletowy…

Mama: Masz nałożone więc proszę jedz. Nie będę Ci wyciągała dziesięciu talerzy…

Stonka tonem nie znoszącym sprzeciwu: Dziesięciu nie musisz… Ale drugi być mogła!

 

Relacje “szefowa – pracowniczka” w oczach dziecka

Kolejne spotkanie Stonki ze starszą koleżanką. I kolejny ciekawy pomysł. Tym razem koleżanka zaproponowała Stonce zabawę w… pracę.

K: No dobrze, to ja będę pracowniczką a ty szefową.

Stonka (nie bardzo jeszcze zorientowana w kwestiach pracowniczych) : “No dobrze. ”

K: “Dzień dobry szefowo. Przyszłam poprosić o urlop. Chciałabym dostać kilka dni wolnego, bo… ”

Stonka: Dobrze.

K: “No coś ty!!! Nie możesz się zgodzić!!! Szefowa nigdy tak się nie zachowuje!!!!!!!! Nie możesz się zgodzić!”

Stonka zamilkła już całkiem zdezorientowana w obcej zupełnie roli.

K. “To zrobimy odwrotnie. Teraz ty będziesz pracowniczką a ja szefową”.

Stonka: “I co mam zrobić?”

K: “No masz poprosić mnie o urlop”

Stonka: “Poproszę o urlop”

K: (ton ostry i wyniosły) Urlop????????? Nie ma mowy! Zbliża się weekend i w sklepie może być ruch. Nie dostaniesz wolnego. Musisz być w pracy i koniec . Koniec kropka. Wracaj do pracy.”

Skąd kilkuletnia dziewczynka wie takie rzeczy? W jaki sposób w jej młodej główce ukształtował się tak silny wzorzec relacji szef-pracownik i jaki to będzie miało wpływ na jej karierę zawodową? Chyba nie chcę wiedzieć…

 

Kto wygra ten będzie górą!

Stonka jest wielbicielką wszelkich gier planszowych. Grywa w nie wręcz maniakalnie, siłą rzeczy wciągając w to również swoją Mamusię, ponieważ jak wiadomo partner jest niezbędny. Królują “planszówki” takie raczej mało dziewczęce jak np. Zygzak McQueen z filmu “Auta”, “Rajd Dakar”, “Piraci” czy “Indianie na Dzikim Zachodzie”.

Jest tylko jeden szkopuł. Stonka, lat 4, uwielbia grać, ale nie uwielbia gdy inni wygrywają. Grę ma zazwyczaj nieźle zaplanowaną, bo jeśli są cztery postaci / pionki np. Czerwony Kapturek, Babcia, Gajowy i Wilk to Stonka gra zawsze Czerwonym Kapturkiem i Babcią a druga osoba ma również podwójną rolę – Gajowego i Wilka. Dziwnym trafem wygrywać ma zawsze Babcia… I niech tylko spróbuje być inaczej… wtedy przestaje być wesoło i włącza się opcja – płaczu rozpaczliwego i żalu lub złości niepohamowanej.

Po licznych rozmowach sytuacja jakby zaczęła się polepszać i wydawało się, że Stonka jakby zaczyna rozumieć, że inni też mogą wygrać… No i ostatnio jak zwykle przystąpiłyśmy do gry. Młoda na samym wstępie oświadczyła “To może ty byś dzisiaj wygrała… ” Zaszokowana lekko Mamusia oświadczyła, że owszem bardzo chętnie i że się postara, ale przecież w “planszówkach” różnie to bywa…

Gra ruszyła, Kapturek wdzięcznie wyprzedził pozostałych zawodników. Potem do akcji włączył się Gajowy. Im bliżej było końca tym widać było większą niepewność w oczach Stonki… wszystko wskazywało bowiem na to, że jednak Babcia zwycięży. Ale rzutem na taśmę zwyciężył Gajowy. Stonka okazała wielką radość, niespotykaną dotąd w przypadku jej przegranej.

Szczęśliwa, że liczne rozmowy wychowawcze wreszcie przynoszą oczekiwany skutek wyraziłam radość z wygranej i z tego, że dziecko poprawnie zareagowało na co młoda wpadła po prostu w przerażenie.

“Ojej, to teraz ty będziesz górą!!!!!!!! Ja nie chcę!!!! Ja Cię kocham i nie chcę żebyś była daleko!”

?????????????? Zbaranienie na mojej twarzy było chyba aż nadto widoczne. Ale i tak zapytałam:

“Myszko, jak to daleko? Przecież ja nigdzie nie jadę!”

Stonka: “No ale teraz wszyscy będą po Tobie deprać!”

Matka: “Cooooooooooooo? Dlaczego mieliby nie zdeptać???”

Stonka: “No bo Babcia powiedziała, że ten kto wygra będzie górą… a góry są daleko i wszyscy po nich chodzą…. Nie zamieniaj się w górę!!!!!!!!”

 

Nie chcę, żebyś się rozłożyła…

Scenka rodzajowa – Mamusia próbuje namówić Stonkę do połknięcia obrzydliwego paskudztwa celem zduszenia początkowych objawów infekcji. Substancja nader skuteczna, acz jej smak faktycznie pozytywnych uczuć nie wzbudza nawet w samej Mamusi.

- Myszko wypij to, bo nie chciałabym żebyś się rozłożyła teraz przed samymi Świętami…

Stonka grzecznie odmówiła i udała się do salonu…

Po chwili Mamusia podejmuje kolejną próbę. Wchodzi do salonu a tam Stonka w pozycji nader trudnej do opisania… wyglądała jakby była wciśnięta do jakiejś niewidzialnej walizki.

- Możesz mi wyjaśnić co robisz? – Spytała lekko skonsternowana rodzicielka.
- No składam się…
- Ale dlaczego?????
- No jak to dlaczego. Żeby nie pić tego paskudztwa. Bo nie chcę, żeby mnie rozłożyło na same Święta…

 

Doktor, który lubi łowić ryby. Zgadnij kto to…

Mama: Myszko, masz kaszel, chciałabym żeby osłuchał Cię Pan Doktor. Przyjedzie albo doktor Rafał albo doktor Krzyś.
Stonka: A nie mógłby ten, który pływa statkiem?
Mama: ?????????? Statkiem? Ale ja nie znam żadnego pediatry marynarza…
Stonka: On nie jest marynarzem. No wiesz, ten od ryb…
Mama zbaraniała totalnie… Burza myśli… I nic. Postanowiła jednak drążyć dalej…
Mama: To co ten doktor robi z tymi rybami?
Stonka: No nie wiem, pewnie łowi. Skoro mieszka na statku… No wiesz, doktor Zdzisław…
Mama dostała nagłego olśnienia i porażona swym własnym geniuszem mówi:
Nie na statku tylko w Łodzi. Doktor Kubat mieszka w Łodzi.
Stonka: A co za różnica – łódka czy statek… jedno i drugie na wodzie…